Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jazz

W krainie awangardy

Peter Evans Quintet, Ghosts, 2011 Kwintet trębacza Petera Evansa, znanego głównie ze znakomitego kwartetu Mostly Other People Do The Killing dokonuje karkołomnych rzeczy na "Ghosts" - w większości z 7 zawartych na płycie improwizacji szyje klasyczny jazz awangardową tkaniną, obłędnym minimalizmem i live processingiem. Kontrapunkt miedzy partiami pianisty Carlosa Homsa a Evansem i zwartą sekcją rytmiczną perkusisty Jima Blacka oraz basisty Toma Blancarte’a momentami powala - brzmi to jakby symultanicznie grały dwa zespoły, coś a'la echa Ornette'a Colemana z "Free Jazz", ale nie ma w tym żadnego chaosu, bo instrumentaliści nigdy nie pozwalają rozleć się muzyce, tak doskonale są ze sobą zgrani. Można tu i ówdzie usłyszeć wpływ nowoczesnego, podszytego elektroniką jazzu - "323" z powodzeniem mogłoby trafić na krążek Spring Heel Jack, a autora live processingu, Sama Plutę, postawiłbym obok tego, co robi Helge Sten z Supersilent. Jego rola jest szcz...

Nowy album roku

Kayo Dot, Coyote , 2010 Toby Driver szybko wyrasta dla mnie na jednego z największych bohaterów XXI wieku. Przewodząc wpierw intrygującej formacji maudlin of the Well , by później stworzyć jeszcze bardziej fascynującą Kayo Dot , udowadniał przy każdej sposobności niewyczerpane możliwości w eksperymentowaniu z formą i gatunkami oraz nieczęsto dziś spotykaną świadomość kompozytorską. Najlepszą próbkę jego myślenia można odnaleźć na solowej płycie In the L..L..Library Loft z 2005 roku, gdzie artysta pochłonął się w szalenie awangardowej krainie, tworząc diabelską wariację współczesnej muzyki kameralnej, wymieszanej z elementami metalu czy wolnej improwizacji. Na trzech pierwszych płytach Kayo Dot , a także dokonaniach maudlin of the Well , Driver ze znakomitymi kompanami tworzył muzykę, dla której kluczowym słowem był eklektyzm. Death Metal, ambient, jazz, rock progresywny, muzyka klasyczna - każdy z tych gatunków naturalnie ze sobą współgrał, jakby był integralną częścią drugiego....

Wieczór jazzowej magii, czyli koncert Wayne Shortera

VI Edycja Jazztopadu rozpoczęła się z prawdziwym animuszem. Mieliśmy zaszczyt gościć i wysłuchać na otwarciu festiwalu jedną z największych postaci muzyki jazzowej ostatnich 50 lat. Mianowicie guru saksofonu, Wayne Shorter’a. Przyjeżdżając wraz z grupą muzyków o światowej sławie i niepodważalnej klasie, stworzył słuchaczom zgromadzonym w Filharmonii Wrocławskiej prawdziwą ucztę dźwiękową. Obok mistrza na scenie mogliśmy podziwiać i przede wszystkim usłyszeć pianistę Danilo Pereza, kontrabasistę John Patitucci’ego oraz perkusistę Brian’a Blade’a. Zastanawiałem się tuż przed pierwszymi akordami Pereza jaki set postanowi nam zagrać wielki kwartet Shorter’a. Czy będzie to bliższe jego klasycznym, melancholijnym, hard bebopowym dokonaniom czy postawi na swobodniejszą strukturę muzyczną? Dosyć szybko moje dywagacje zostały rozwiane po kilku minutach koncertu. Wybrali drogę improwizacji. Każda z nich dosyć powoli się rozkręcała, nabierając gwałtownych, kolektywnych skoków napięcia z ekspr...

Klasa wykonawcza na najwyższym poziomie

Anthony Davis, Lady of the Mirrors, rok 1980 Muzyce z tej niezwykłej płyty nie daleko do stylu Keitha Jarretta czy Billa Evansa. W wydaniu jak najbardziej awangardowym, rzecz jasna. Liryczny, gwałtowny, kojący, sentymentalny - nie ma nastroju, którego nie potrafiłby uzyskać Davis od fortepianu. Uczucie z jakim gra swoje trudne i wyjątkowe melodie jest niepodważalne, a repetycyjne motywy jak w "Beyond Reason" potrafią wprawić w prawdziwy trans. Co najciekawsze nie jest to szczególnie trudne do przyswojenia, pomimo swojej złożonej konstrukcji i natury. Swoim pięknym spokojem momentami sprawia wrażenie muzyki lekkiej jak piórko. I do tego jest to jazz, który zbliża się niekiedy do współczesnej muzyki klasycznej. A może nią jest? Takie podziały zawsze są trudne do określenia, bo wielu wybitnych muzyków czerpie z bardzo różnych wpływów, by tworzyć tak jak tutaj Davis, dźwięki o niezwykłej głębi. ♫♫♫ ♫

Kontemplacyjna muzyka na jesienną porę

Arve Henriksen, Chiaroscuro, rok 2004 Artysta związany z awangardowym jazzowym projektem Supersilent, co jakiś czas wydaje solowe płyty, które prezentują go w dużo subtelniejszym wydaniu. "Chiaroscuro" była jego drugim wydawnictwem, i tak jak późniejsze "Strjon", bardzo udanym. Pierwszy utwór, nazwany trafnie "Opening Image" pięknie wprowadza w zamyślony, kojący świat artysty, wypełniony jego znakiem firmowym, czyli trąbką przypominającą brzmieniowo flet. Jednak największa niespodzianka w tym utworze czeka nas trochę dalej, bo pojawia się przejmująca wokaliza Arve, który posiada przepiękny sopranowy głos. Stąd też, najlepsze kompozycje na płycie to te z użyciem przez niego głosu, w pewnym wymiarze zbliżonym do brzmienia jego trąbki. Stylistyka w jakiej obraca się artysta jest mniej więcej krzyżówką ambientowych podróży Briana Eno z początku lat 80-tych i uduchowionych poszukiwań Johna Hassela. W jednym momencie usłyszałem nawet coś, co mi przypomina...