Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Doom Metal

Okultyści

Blood Ceremony, Living With The Ancients, 2011 Okultystyczny doom metal i rustykalny folk rock? Czemu nie. Kanadyjskie Blood Ceremony to bękart Jethro Tull (flet) i Coven (ekspresyjna wokalistka), z riffami pod Black Sabbath. Ich muzyka ma w sobie tradycyjny, lekko kiczowaty rodzaj magnetyzmu dźwiękowego, który odnaleźć można nie tylko u powyższych zespołów, ale także na obskurnych proto-metalowych i hard rockowych albumach z początku lat 70-tych, nagrywanych przez zespoły jak Black Widow czy Lucifer's Friend (to by była odpowiednia nazwa dla zespołu). Kto lubi takie klimaty, to znajdzie na "Living With The Ancients" podobny bagaż stylistyczny - wolne, soczyste riffy, staromodne brzmienie organów, mocny, pewny wokal, solówki na flecie i gitarze. Tematykę tekstów z pewnością pochwaliłby Anton LaVey, bo pełno tu opowieści o sabatach czarownic, uprawianiu czarnej magii i czczeniu władcy much. Brzmi to zabawnie, ale dla mnie sprawdza się to o wiele lepiej w tego typu muzyce...

Trochę za mało piękna, a za dużo hałasu

The Angelic Process, Weighing Souls With Sand, rok 2007 Jak udowodniło My Bloody Valentine, pod masą przesterów można skrywać proste, urodziwe melodie. Podobnym tropem, ale z głośniejszym rezultatem podążał The Angelic Process. Doom-metalowe brzmienie i tempo, shoegaze'owe wokale, które przebijają się przez masywne riffy jak światło do mrocznego pokoju, skrywają w sobie ogromny pokład emocji, które nie raz potrafią chwycić. Prosta konstrukcja utworów, która jest powtarzana przez całą płytę sprawia niestety, że na wysokości 5 utworu zacząłem się nudzić. Nie znaczy to, że nie ma tu dobrych piosenek. Wręcz przeciwnie, są tu perełki w rodzaju "Million Year Summer", gdzie można wykryć wyjątkowo śliczną, smutną melodię, walczącą o przedarcie się na powierzchnię z niesamowitym hałasem. Ale należą do mniejszości. Muzyka duetu opierając się na zmasowanym ataku szumu i gitar; rozpaczliwie wrzeszczącym wokaliście i głębokiej, melancholijnej aurze udowadniała wielki potencjał....

Godni spadkobiercy Black Sabbath

Electric Wizard, Witchcult Today, rok 2007 Angielska grupa doom-metalowa Electric Wizard działa od 1993 roku i ich ostatni album, "Witchcult Today" z 2007 roku jest szóstym z kolei. Wcześniej słyszałem uważany za ich najlepszy, czyli "Dopethrone", ale ten mi się bardziej podoba. Modelem dla brzmienia grupy jest Black Sabbath circa "Master Of Reality" w jeszcze wolniejszym i cięższym wydaniu. Potężne, zwaliste, nisko nastrojone gitary miażdżą swoją mocą, zmiksowane w taki sposób byśmy nigdy nie zapomnieli, że to one rządzą. Perkusista oraz wokalista są trochę schowani w tle, ale w tym wypadku jest to korzystne rozwiązanie. Jako że produkcja jest mniej surowa i przytłaczająca niż na "Dopethrone", można lepiej wyłapać melodie, które są naprawdę udane i nie odczuwać zmęczenia po pół godzinie materiału. Najistotniejszą zmianą dla mnie jest jednak wokalista Jus Osborn. Śpiewa czystym, przystępnym głosem, nie przepuszczając go za każdym razem ...