Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą R'n'B

Kanye Westowski moment

Drake, Take Care, 2011 Introspektywne, auto-tune'owe R&B ze smutnym hip hopem zainicjował w 2008 roku wielebny Kanye West na "808s & Heartbreak", i od tamtej pory można mówić o mini ruchu w czarnej muzyce popowej. Za wydawało się ślepą ścieżką Westa nagle w mainstreamie podążyli inni raperzy, Drake i Kid Cudi, udowadniając że w wolnych tempach i narcystycznym użalaniu się nad sobą tkwi spory potencjał. "Thank Me Later" i obie części "Man on the Moon" były stroną emo hip hopu, miejscem w którym raperzy wyzbywali się postawy macho i braggadocio na rzecz głębokich westchnień, wrażliwych deklaracji i otwartego wyznawania własnych słabości. Przynajmniej tak to wyglądało na papierze. W tym roku kontynuację zadumanego, introspektywnego tonu powyższych płyt da się usłyszeć na dwóch rewelacyjnych albumach R&B, The Weeknd i Franka Oceana , jak i drugim dziecku Bon Ivera czy debiucie Jamesa Blake'a. Nie wiem czy te albumy miały jakiś większy w...

Nowa fala R&B

Frank Ocean, Nostalgia, Ultra; 2011 R&B, tak jak hip hop przez większość tego wieku przybierało twarz wykalkulowanych i świetnie wyprodukowanych produktów, pozbawionych wyobraźni i twórczej inwencji, naszpikowanych gwiazdorską husarią, pozapełnianych przez imprezowe bangery. Dwa świetne tegoroczne debiutanckie mixtape'y z sukcesem zadają kłam powyższym, wątpliwym na dłuższą metę dla mnie wartościom. The Weeknd i Frank Ocean, bo o nich mowa, udowadniają, że można do niezbyt dziś oryginalnego gatunku podejść inaczej, wyeksponować elementy zazwyczaj redukowane lub wprowadzić świeżą myśl. "House Of Balloons" tego pierwszego i "Nostalgia, Ultra" drugiego ( i może w mniejszym stopniu Drake) na tle innych artystów wydają się nową falą w konserwatywnym od jakiegoś czasu R&B. Ich utwory są czymś w rodzaju futurystycznych slow jamów, zaskakująco ponurych i trzeźwych, pozbawionych nadmiernej ekscytacji i rozbuchanej erotyki a'la Usher czy Beyonce. W tekstach ...