Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Soul

W stylu klasyki

Van Hunt, What Were You Hoping For?, 2011 Hendrixowskie pirotechniki i garażowo-punkowy jazgot dwóch pierwszych utworów "What Were You Hoping For?" może zaskoczyć niejednego zwolennika soulu lub R&B, przyzwyczajonego do spokojnych i nastrojowych, skąpanych w olejkach ballad. Ci co oczekiwali po Van Huncie przystępnej i przyjemnej płyty nie mają czego tutaj szukać, bo to co się dzieje na samym początku albumu jest symptomatyczne dla całości. Przesterowane, zniekształcone, rozsierdzające riffy stanowią wraz z głosem artysty główny kościec kompozycji z jego najnowszej płyty. A te są brudne, bezkompromisowe, zmodyfikowane przez różne efekty studyjne. Głos Van Hunta świetnie je podbarwia, uderzając swobodą oraz pewnością siebie, z jaką wyśpiewuje teksty pełne desperacji i beznadziei. Artysta nigdy nie trzyma się jednego kierunku, zaskakując oryginalnymi przetworzeniami tak odmiennych gatunków jak country, funk, soul i rock. Jedyna ładna, od razu wpadająca w ucho melodia poja...

Perła

Nie mam pojęcia jak mogłem przegapić tak znakomity album w tamtym roku. Znam i lubię bardzo debiut Bilala, ale "Airtight's Revenge" jest niemałym objawieniem - neo-soul w wydaniu trudnym do sklasyfikowania, przegenialnie zaśpiewany. Eksperymentalno-jazzowy duch nasuwa mi podobieństwa do Badu i Sa-Ra, ale to i tak nie do końca oddaje kreatywność kompozytorską Bilala. Żal, że problemy z wytwórnią zastopowały karierę tego muzyka, ale jeśli będzie nagrywał takie perełki, to musi się coś ruszyć. Płyta przeszła bez większego echa, za co biznes muzyczny powinien być spłukany w kiblu. Niszczycielski utwór na zachętę

Futurystyczny art-soul-pop nowym objawieniem na scenie muzycznej

Janelle Monáe, The ArchAndroid (Suites II and III) , rok 2010 Eklektyzm to zawsze broń obusieczna, ale dla 24-letniej Janelle Monáe to żaden problem, bo używa go podręcznikowo. Jej znakomity debiutancki album nie tylko spełnia obietnice, jakie pokładano w tej artystce po wydaniu całkiem zacnej EPki "Metropolis: Suite I (The Chase)" trzy lata temu, ale po prostu zaskakuje oryginalnością, inwencją, wyobraźnią i co mnie najbardziej cieszy, ambicją. W czasach, gdy artyści wolą grać bezpiecznie, by utrzymywać dopiero co wygraną publiczność przy sobie, droga, jaką stąpa ta młoda artystka zasługuje na wielki aplauz. Przez prawie 70 minut raczy nas prawdziwą żonglerką stylistyczną (rock, hip-hop, soul i pop z lat 60-tych, folk, funk, psychodelia); utwory płynnie przenikają z jednego w drugi, tak jakbyśmy mieli do czynienia z powrotem do lat 70-tych, gdy trzaskano jeden koncept-album za drugim, a przynajmniej połowa materiału do tego ma spory potencjał przebojowy z tej najwyższej pó...

Kolejne zagubione w czasie arcydzieło

Marvin Gaye, Here, My Dear , rok 1978 Miałem ostatnio okazję odświeżyć sobie klasyczne pozycje muzyki soulowej z lat 60. i 70., po części dzięki jednemu z podrozdziałów mojej pracy licencjackiej. Wśród albumów, które powróciły do mnie po dłuższym czasie, nie mogło zabraknąć mojego ulubionego wokalisty soulowego, Marvina Gaye'a. W latach 70. to on jako pierwszy przełamał tematyczne status quo, jakie panowało w muzyce soulowej. Pomimo iż utwory z wytwórni Motown czy Stax były wspaniałe, pierwsze dzięki swojej przyjaznej popowej perfekcji, a drugie dzięki szorstkiej spontaniczności, to zazwyczaj całościowo albumy wydawane przez wykonawców należących do tych wytwórni składały się z kilku porywistych singli i zbyt dużej ilości wypełniaczy. W tekstach odnoszono się głównie albo do Boga, albo do miłości, rzadko podejmując ważne i trudne tematy, z którymi borykało się wówczas czarnoskóre społeczeństwo w Ameryce. "What's Going On" w 1971 roku rozpoczął w czarnej muzyce now...

Królowa znów czaruje swoim głosem

Erykah Badu, New Amerykah Part Two (Return of the Ankh) , rok 2010 Zjawiskowa Erykah Badu posiada jeden niezaprzeczalny atut, który na starcie wyróżnia ją wśród reszty wokalistek soulowych ostatnich kilkunastu lat - głos. Sama już jego barwa to unikat - jednocześnie ciepła, seksowna i ujmująco dziewczęca. Ale równie wielkie wrażenie może robić styl, w jakim każde słowo zostaje wydobywane z jej strun głosowych. Zrelaksowana i pełna swobody artykulacja Eryki wydaje się być tak naturalna jak oddychanie. Podobnie lekkim, niewymuszonym śpiewem mogły się pochwalić swego czasu tak wielkie nazwiska jak Marvin Gaye, Stevie Wonder czy Curtis Mayfield - artyści do których duchem Erykah nie raz nawiązywała. Pewne jest, że za kilka lat sama będzie stawiana w jednym szeregu z nimi. A najnowszy album to tylko potwierdzenie jej niezagrożonej od lat pozycji królowej Soulu. Badu wraca na nim do swoich korzeni. Po genialnym futurystycznym melanżu funku, soulu i hip-hopu, podlanym społeczno-polityc...

Gra duszy

Kolejne zderzenie artysty na dorobku z od dawna wypracowaną marką. Tym razem terytorium jest soulowe. Sade, Soldier Of Love Grupa Sade cierpi od lat na to samo schorzenie co Peter Gabriel - przerwy między nowymi nagraniami studyjnymi wynoszą po 10 lat. Taka była przynajmniej różnica między tą, a ostatnią ich płytą, "Lovers Rock" z 2000 roku. W przeciwieństwie do Gabriela, dokonania grupy nie są aż tak przeciętne i rozczarowujące, biorąc pod uwagę tak duży okres oczekiwania. Inną sprawą jest, że kto od ich nowej płyty spodziewał się jakiejś wolty artystycznej, ten nie powinien się łudzić - jest zarezerwowana dla od dawna ustalonej publiczności. Zalety, które przyniosły Sade sukces i uznanie bez problemu można odnaleźć i na najnowszej propozycji - produkcja jest wyrafinowana i klarowna, aranżacje są delikatne i pełne kunsztu, a głos wspaniałej gwiazdy Sade Ade jest jak zawsze ciepły i zmysłowy. Smukłość i stonowanie całości nagrania potrafi wprowadzić w aurę błogiego rozluź...