Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Recenzja

Recenzja "The Love Witch"

Pod dłuższej przerwie z przyjemnością mogę oświadczyć, że wracam do pisania. Zaczynam od interesującego "The Love Witch" Anny Biller. Mój kącik na  naEkranie.pl  zwie się Zza światów i będę w nim opisywać mniej znane tytuły z kręgu horrorów. Mogę jedynie zaprosić już do czytania:  Czarownica miłości

Megan is Missing

W dobie życia online określenie "nigdy nie wiesz kto znajduje się po drugiej stronie" budzi dość złowieszcze odczucia. Horror już dłuższy czas stara się wykorzystać potencjał nowych technologii i social media, by na nowo straszyć kolejne pokolenia widzów.  Niestety to do tej pory wychodzi to bardzo średnio, by wymienić dwa nieudane przykłady: "Cybernatural" oraz "The Den". Ani to szczególnie lotne w przedstawianiu niebezpieczeństw chociażby anonimowości w sieci, ani też przesadnie dobrze skrojone pod sam gatunek, bowiem przeważnie przedstawiana rzeczywistość próbuje naśladować nasz styl życia w sieci, czyli nieustanny multitasking, co wiąże się z tym, że na ekranie widzimy jeden wielki chaos. A na pewno dość marną pomocą jest wybranie formy found footage. Internet jest idealnym miejscem dla zdeprawowanych drapieżców ukrywających się pod różnymi tożsamościami, ale nikomu do tej pory nie udało się sensownie ugryźć ten temat. Jedną z takich prób był fi...
Seriale wciąż w natarciu. Tym razem piszę o premierowym odcinku  The Strain  Guillermo Del Toro dla Stopklatki .    

Spełnienie marzeń kinomana, czyli kilka słów o arcydziele Edgara Wrighta i Simona Pegga

The World's End, reż. Edgar Wright, rok 2013 Zdarzyło mi się już w tym roku obejrzeć filmy wybitne ( Du Zhan , Upstream Color  i Berberian Sound Studio ), zachwycić się niesłusznie niedocenianym obrazem ( Passion Briana De Palmy), tu i ówdzie trafić na całkiem imponujące propozycje z rejonów bardziej nawiedzonych ( Obecność, The Lords Of Salem ), ale żaden z nich nie zaoferował takiej ilości filmowej magii, co The World’s End . Ostatnia odsłona luźnej trylogii Three Flavours Cornetto to kino krystaliczne i najbardziej nieodparty mikst komedii, science fiction i akcji nie tylko całego lata, ale prawdopodobnie ostatnich trzech. Nie żebym się tego nie spodziewał. Pomysłowość i wyczucie różnych konwencji panowie zafundowali już w wybornym pastiszu i hołdzie nurtu zombie ( Wysyp żywych trupów ) oraz kumplowskiej komedii policyjnej ( Ostre psy ). Oba filmy, spełnienie młodocianych marzeń Edgara Wrighta i Simona Pegga, w kontekście najnowszej propozycji trzeba jednak...