Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nuda

Dla tych co lubią się nudzić, polecam potwornie nudną płytę Lady Antebellum, którą recenzowałem dla serwisu Netfan .

Krótkie przemyślenia - 2

Najwyższy czas na powrót do pisania. Na początek przemyślenia o garstce ostatnich filmów, jakie dane było mi obejrzeć - bardzo różnych gatunkowo, ale w każdym przypadku udanych, mniej lub bardziej. Robiłem już wcześniej coś takiego, a dokładnie tutaj . Zbrodnie namiętności, reż. Ken Russell, 1984 Kicz wylewa się z ekranu tak obficie jak lawa z przebudzonego wulkanu, ale przesada Russella w formie była zdecydowanie zamierzona, dlatego ogląda się jego film z pewną przyjemnością. Oceniany jako thriller erotyczny, sprawdza się bez wątpienia jako to drugie, bo w przypadku thrillera trudno odczuć jakiekolwiek napięcie, gdy usłyszymy drażniącą słuch muzykę przygotowaną przez klowna progresywnego rocka, Ricka Wakemana. Przeszarżowana rola Kathleen Turner i szczególnie rozentuzjazmowany Anthony Perkins są zdecydowanie na plus. Coś w duchu guilty pleasure, choć do "Showgirls" to jeszcze daleko. ★★½ Madame de..., reż. Max Ophüls, 1953 Celebrowany od dawna jako jeden z najwspanialszych ...
Wywiad z zespołem Krafcy, przeprowadzony dla serwisu Netfan . A co do mojego potężnego zastoju na tym blogu - gdy tylko uda mi się z sukcesem zakończyć sesję, to będę mógł w końcu wrócić do pisania o różnych ciekawych rzeczach, jakie ostatnio miałem okazję poznać.
Kolejne cudo zrecenzowane dla serwisu Netfan. Szczególnie warto zwrócić uwagę na okładkę - mieli po całości. Ocena oczywiście tutaj jest taka sama jak cyfra powyżej, a z racji dobrego serca na serwisie daje o jedno oczko wyżej, żeby nie było później, że jestem taki srogi.

Estetyczna przyjemność

Amer, Hélène Cattet, Bruno Forzani, 2009 Sięgając po "Amer", myślałem, że będzie on czymś podobnym do The House of the Devil , który był sprytnym i udanym odkurzeniem konwencji slashera, wyglądającym jakby powstał na początku lat 80-tych. Reklamowany jako hołd dla włoskiego giallo, w szczególności twórczości Dario Argento i Mario Bavy, "Amer" okazał się jednak filmem artystycznym, zamaskowanym z premedytacją jako nielogiczny thriller - cudowny wizualnie, nakręcony w przepięknej lokacji, niemal pozbawiony dialogu, kiczowaty, pretensjonalny tudzież fascynujący w swoim formalnym eksperymencie. Masa artystycznych ujęć i technik w pewnym sensie przypomina barokowe igrzyska śmierci Argento, ale są one użyte w zupełnie innym celu.  Fabułę filmu naznaczają trzy różne etapy z życia Any, z czego pierwszy - okres dzieciństwa - jest newralgiczny dla późniejszych wydarzeń. W orgii kolorów w duchu "Odgłosów", Ana kręci się po mrocznej, ogromnej posiadłości swoic...

As z rękawa

Kanye West, My Beautiful Dark Twisted Fantasy, 2010 I jak to jest z tym Kanye Westem. Prasa od początku wymyśla co rusz nowe określenia dla tego pana - egocentryk, cynik, showman, megaloman, skandalista, arogant, geniusz. Teraz szczególnie to ostatnie słowo nabiera aktualności, więc trudno jednoznacznie określić kim tak naprawdę jest West. Z jednej strony najbardziej przeceniany artysta XXI wieku, a z drugiej jeden z najbardziej fascynujących, nie tyle przez swoje życie pozamuzyczne, co dokonania artystyczne. Wzloty i upadki, jakie zaliczał w przeciągu czterech wcześniejszych płyt są współczesnym przełożeniem trajektorii kilkunastoletnich karier Boba Dylana i Neila Younga. Dla mnie paralele są proste - "The College Dropout" i "Late Registration" można uznać za Dylanowskie "Highway 61 Revisited" i "Blonde On Blonde", "Graduation" za "Street Legal" (bo nikt o niej już nie pamięta), a "808s & Heartbreak" za You...

Polski prog rock

Believe, World Is Round, 2010 Najnowszy album Believe zaczyna się obiecująco. Po krótkim intro w postaci pierwszej części tytułowego utworu, "No Time Inside" z kroczącym riffem, klawiszową mgiełką i dramatyczną partią wokalisty Karola Wróblewskiego brzmi niemalże jak hard rockowa wersja Marillion ery Hogartha. Utwór obiecuje dobre rockowe granie, nie oszpecone zbytnio rozbuchaną estetyką rocka progresywnego, które właściwie w żadnym następnym utworze nie występuje w tak udanym wydaniu. Najostrzejsze na płycie "Cut me past me" czy egzotycznie brzmiący "Guru" powracają mniej więcej do stylu z początku płyty, ale z gorszym skutkiem. Największe wątpliwości i tak budzi we mnie strona balladowa płyty. Kompozycje jak "World Is Round - part 2" i "New Hands" rażą swoją sentymentalnością oraz rozlazłością, a dosyć manierycznie śpiewający Wróblewski zaczyna męczyć na dłuższą metę. Warto pochwalić Believe za to, że muzyka na ich czwartej płyci...