Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2010

Rewolucyjno-romantyczny maraton

Zwyczajni kochankowie, reż. Philippe Garrel, rok 2005

Wybitny krytyk filmowy Jim Hoberman określił trzy godzinny, czarno biały maraton niszowego francuskiego reżysera jako surowy, bezkompromisowo mdły i anachroniczny. Pod wieloma względami trudno nie zgodzić się z jego opisem. Tylko, że niekoniecznie można uznać go za pejoratywny w kontekście tego filmu. Surowość wiąże się ze skromną realizacją, rolą np. jaką gra oświetlenie czy wybór miejsca do kręcenia; mdłość z relatywnym brakiem akcji, skupianiu się w głównej mierze na subiektywnej obserwacji; anachronizm być może z zamierzoną próbą nadania historii nowocześniejszego wydźwięku. Bardzo szybko wyjawia się pasywność narracji, jaką stosuje Garrel. Wszystko u niego rozwija się powoli, tak jakby każde ujęcie było celebrowane możliwie długo, by pozostawić trwałe wrażenie u widza. Świadectwem tego są chociażby często pojawiające się sceny, gdzie statyczny kadr pokazuje nam aktora, którego wzrok tkwi w jednym punkcie, tak jakby znajdował s…

Mroczne miejsca zawsze kryją wiele tajemnic.

Wyspa Tajemnic, reż. Martin Scorsese, 2010

Na nowe dokonania Martin’a Scorsese’go nie czekam z wypiekami na twarzy, ale „Wyspa Tajemnic” naprawdę wzbudziła we mnie duże zainteresowanie. Kiedy dowiedziałem się, że klasyk amerykańskiego kina szykuje mroczny thriller z DiCaprio w roli głównej to od razu wiedziałem, że będzie to na pewno dobry film (w końcu zawsze tak było jak panowie Scorsese i DiCaprio współpracowali razem). Od razu też muszę napisać, że jak kiedyś reagowałem alergią na twarz Leonardo, to od jakiegoś czasu bardzo chętnie sięgam po nowe produkcje z tym aktorem. Bardzo się wyrobił i z niecierpliwością czekam na „Incepcję” Nolan'a, również z DiCaprio.

Fabuła „Wyspy Tajemnic” jest bardzo prosta. Leonardo wciela się w rolę szeryfa federalnego Teddy’ego Daniels’a, który przybywa wraz ze swoim świeżo upieczonym partnerem na wyspę, która pełni rolę ośrodka dla zbrodniarzy mający poważne problemy ze swoją psychiką. Ma on za zadanie znaleźć zbiegłą bardzo groźna więźniarkę…

Diabelska noc

The House of the Devil, reż. Ti West, rok 2009

Nie ma to czasem jak dobry slasher w stylu klasycznego "Halloween" z otoczką horroru satanistycznego w duchu wspaniałego "Dziecka Rosemary". Podobnie do arcydzieł Carpentera i Polańskiego, "The House Of The Devil" umiejętnie buduje napięcie, by w końcówce uderzyć ze zdwojoną siłą. Jest to sztuka, którą współcześni autorzy horrorów zupełnie zapomnieli. Zamiast przelewania hektolitrów krwi na planie w stylu filmów Roba Zombie czy zanurzaniu się w sadyzmie serii "Piła", reżyser Ti West postawił na efekt powolnego, ale efektywnie wzrastającego niepokoju. Jego satanistyczny slasher jawi się nie tylko jako hołd złożony filmom o martwych nastolatkach, jak nazwał kiedyś ten nurt krytyk filmowy Roger Ebert, ale wręcz zaginiony artefakt z początku lat 80-tych, który dopiero teraz ujrzał światło dzienne.

Fabuła filmu wydaje się dosyć luźną krzyżówką kultowego "Kiedy dzwoni nieznajomy" z 1979 roku…

Kolejne zagubione w czasie arcydzieło

Marvin Gaye, Here, My Dear, rok 1978

Miałem ostatnio okazję odświeżyć sobie klasyczne pozycje muzyki soulowej z lat 60. i 70., po części dzięki jednemu z podrozdziałów mojej pracy licencjackiej. Wśród albumów, które powróciły do mnie po dłuższym czasie, nie mogło zabraknąć mojego ulubionego wokalisty soulowego, Marvina Gaye'a. W latach 70. to on jako pierwszy przełamał tematyczne status quo, jakie panowało w muzyce soulowej. Pomimo iż utwory z wytwórni Motown czy Stax były wspaniałe, pierwsze dzięki swojej przyjaznej popowej perfekcji, a drugie dzięki szorstkiej spontaniczności, to zazwyczaj całościowo albumy wydawane przez wykonawców należących do tych wytwórni składały się z kilku porywistych singli i zbyt dużej ilości wypełniaczy. W tekstach odnoszono się głównie albo do Boga, albo do miłości, rzadko podejmując ważne i trudne tematy, z którymi borykało się wówczas czarnoskóre społeczeństwo w Ameryce. "What's Going On" w 1971 roku rozpoczął w czarnej muzyce nowy et…