Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2010

Z cyklu powrotów

Krótkie przemyślenia na temat wyrywkowo odświeżanych jakiś czas temu albumów.

The Wrens, The Meadowlands, 2003
Zbyt wrażliwy wokalista łka za utraconą dziewczyną, tonąc w morzu rozpaczy, czasem oddając w zamian niezłą melodię. Więcej konkretów czysto muzycznych prosiłbym, mniej użalania się.
♫♫♫

Yo La Tengo, I Can Hear the Heart Beating as One, 1997
Małżeństwo w dobrej współpracy muzycznej. Hipnotyczne kompozycje Iry Kaplan i Georgii Hubley, na przemian hałaśliwe i delikatne, uzyskują intymność, którą można usłyszeć głównie w niezależnie działających zespołach spoza mainstreamu. Mogę się jedynie przyczepić do tego, że materiał jest trochę nierówny.
♫♫♫½

Neil Young, Tonight's the Night, 1975
Trudny, surowy i dołujący pean ku bliskim zmarłym odnajduje Younga majaczącego i zupełnie poddanego uzależnieniu od alkoholu. Zabójcza prawdziwość tej muzyki powoli przekona do siebie każdego kto da więcej niż dwie-trzy szanse tej płycie. I przymknie oko na fałsze, którymi czasem częstuje nas N…

Ręka mistrza

Jeden z moich ulubionych dziennikarzy muzycznych ciągle w dobrej formie. Potwierdzeniem tego jest tekst o Arcade Fire. Co mnie szczególnie cieszy, jego wybór ulubionej płyty grupy idealnie pokrywa się z moim. Biorąc pod uwagę wszystkie rankingi muzyczne jest to typ niekoniecznie uznawany za ich najwybitniejsze osiągnięcie. A szkoda.