Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2010

Futurystyczny art-soul-pop nowym objawieniem na scenie muzycznej

Janelle Monáe, The ArchAndroid (Suites II and III), rok 2010

Eklektyzm to zawsze broń obusieczna, ale dla 24-letniej Janelle Monáe to żaden problem, bo używa go podręcznikowo. Jej znakomity debiutancki album nie tylko spełnia obietnice, jakie pokładano w tej artystce po wydaniu całkiem zacnej EPki "Metropolis: Suite I (The Chase)" trzy lata temu, ale po prostu zaskakuje oryginalnością, inwencją, wyobraźnią i co mnie najbardziej cieszy, ambicją. W czasach, gdy artyści wolą grać bezpiecznie, by utrzymywać dopiero co wygraną publiczność przy sobie, droga, jaką stąpa ta młoda artystka zasługuje na wielki aplauz. Przez prawie 70 minut raczy nas prawdziwą żonglerką stylistyczną (rock, hip-hop, soul i pop z lat 60-tych, folk, funk, psychodelia); utwory płynnie przenikają z jednego w drugi, tak jakbyśmy mieli do czynienia z powrotem do lat 70-tych, gdy trzaskano jeden koncept-album za drugim, a przynajmniej połowa materiału do tego ma spory potencjał przebojowy z tej najwyższej półki…

Kino lat 90-tych, część I

Czas na małą retrospektywę. Ostatnio silnie eksploruję kino lat 90-tych, nadrabiając większość zaległości, jakie splamiły mój gust (choć filmy, które tutaj zamieściłem znam już od dłuższego czasu, co nie wyklucza oczywistych wyborów). A że okazja ku temu sprzyja, to postanowiłem się podzielić swoimi faworytami na blogu. W ogóle, nie wiem czy nie nastąpi ogólny wysyp retrospektywnych list, które mam nadzieję zachęcą kogoś do obejrzenia przynajmniej jednego ciekawego tytułu. Jest to pierwsza część listy, dla odmiany w kolejności alfabetycznej. Niektórych reżyserów umieściłem więcej niż jeden tytuł, z racji bardzo wysokiego i równego poziomu na jakim pracowali w ciągu dekady. No i czasem naprawdę nie sposób wybrać ten najlepszy film.

Aktorka, reż. Stanley Kwan, 1992






Chłopiec z ulicy guling, reż. Edward Yang, 1991
230 minutowe opus magnum Edwarda Yanga było artystycznym apogeum Tajwańskiej Nowej Fali, która była najsilniejszym nurtem w kinematografii światowej lat 90-tych. Iście powieścio…

Wizjoner triumfuje w Cannes

Tegoroczna Palme d'Or powędrowała według większości znawców anglojęzycznych zasłużenie w ręce tajlandzkiego reżysera Apichatponga Weerasethakula za film Uncle Boonmee Who Can Recall His Past Lives. Tim Burton oraz reszta szanownego jury tym wyborem postanowiła uhonorować autora absolutnie wizjonerskiego, jednak zupełnie nieznanego szerszej publiczności. Potwierdzono zarazem pewną regułę - każdy film zwanego pieszczotliwie przez kinomanów jako Joe, który był dopuszczany do rywalizacji na festiwalu w Cannes otrzymywał nagrodę. Skrajne żądze w 2002 roku wygrały w kategorii Un Certain Regard, a dwa lata późniejsza Choroba tropikalna otrzymała nagrodę jury.

Wspomniane wizjonerstwo Werasethakula przejawiało się w chociażby w tym, że bardzo ciężko było znawcom przypisać jego twórczość do jakiegokolwiek gatunku - bo czy można mówić o arcydziele Światło Stulecia z 2006 roku w kategorii dramatu czy filmu romantycznego, jeśli nie występuje tam praktycznie żadna narracja? To samo się tyczy dw…

Piękno w zgubnym romantyzmie

The National, High Violet, rok 2010

"I try to be more romantic" śpiewa swoim nawiedzonym barytonem Matt Berninger w utworze "Conversation 16". Biorąc pod uwagę całą twórczość grupy i jej najnowszy album, wydaje się, że bardziej romantycznym być się nie da. Wybrane tytuły z albumu - "Terrible Love", "Sorrow", "Afraid Of Everyone" - już doskonale wyjaśniają, że liryczna strona The National nie należy do tych najpogodniejszych. Oczywiście, dla tych co są dobrze zaznajomieni z ich stylistyką nie będzie to nic nowego. Bo w końcu, poprzednia płyta, "The Boxer" z 2007 roku wygrała im niezwykły poklask wśród słuchaczy i dziennikarzy dzięki stonowanym, eleganckim aranżacjom, melancholijnej naturze i przede wszystkim charakterystycznemu, dojrzałemu barytonowi Berningera. "High Violent" nie odchodzi drastycznie od formuły, która przyniosła im uznanie - ciągle mamy do czynienia z introwertyczną muzyką, która idealnie koegzystuje…

Nowa jakość

Juventude em Marcha, reż. Pedro Costa, rok 2006
Światowa kinematografia nie często przynosi dzieła, o których bez wątpliwości można powiedzieć, że są sui generis. Portugalski reżyser Pedro Costa od dobrych kilkunastu lat potwierdza każdym nowym filmem swoją niezwykłość wobec reszty twórców, zaprzeczając także przekonaniu, że Portugalskie kino może pochwalić się jedynie osiągnięciami wiekowego Manoela De Oliveiry. Uznawany za najwybitniejsze dokonanie Costy, Juventude em Marcha to 160 minut hipnotyzującego, na w pół dokumentalnego, na w pół fabularnego pochodu przez zrujnowaną dzielnicę Lizbony, Fontainhas. Jest to trzecia część trylogii, w której reżyser przedstawia życie ludzi z marginesu społecznego, desperacko próbujących chwytać się wszystkiego, co mogłoby pozwolić im odbić się od dna. Nie ma co zbytnio wyjaśniać fabuły filmu, bo jej istnienie opiera się na minimum - istotą jest doświadczanie tego co widzimy i słyszymy, ale niech będzie. Trzeba od razu zaznaczyć, że bohaterom Cost…

Najlepszy serial killer movie ever

Zagadka zbrodni, reż. Bong Joon-ho, rok 2003

Kompletne przeciwieństwo stylistyczne Ki-duk Kima, innej wybitnej postaci kinematografii Korei Południowej ostatniego dziesięciolecia, Bong to ekspert od kina gatunkowego. Tak jak późniejszy, pomysłowo splatający nurt monster movie z politycznym przekazem "The Host: Potwór", niezwykle kinetyczny obraz Bonga zamiast wyeksploatowanej konwencji dramatów kryminalnych oferuje nam nieodparty mariaż komedii z thrillerem i dramatem. Jest to wyjątkowe założenie, biorąc pod uwagę historię, która opowiada pierwszy przypadek seryjnych morderstw w historii jego kraju, mających miejsce w latach 1986-1991. Ale idealnie trafione. Reżyser zamiast skupić się na wyjaśnianiu i odkrywania chorych aspektów psychiki mordercy, postanowił pokazać zdecydowanie ciekawsze dla widza zmagania policjantów z praktycznie nieuchwytnym przestępcą i zmiany, jakie w trakcie śledztwa zachodziły w ich charakterze i metodzie pracy. Kapitalne zdjęcia, mnóstwo zabawnych sy…