Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Spełnienie marzeń kinomana, czyli kilka słów o arcydziele Edgara Wrighta i Simona Pegga

The World's End, reż. Edgar Wright, rok 2013
Zdarzyło mi się już w tym roku obejrzeć filmy wybitne (Du Zhan, Upstream Color i Berberian Sound Studio), zachwycić się niesłusznie niedocenianym obrazem (Passion Briana De Palmy), tu i ówdzie trafić na całkiem imponujące propozycje z rejonów bardziej nawiedzonych (Obecność, The Lords Of Salem), ale żaden z nich nie zaoferował takiej ilości filmowej magii, co The World’s End. Ostatnia odsłona luźnej trylogii Three Flavours Cornetto to kino krystaliczne i najbardziej nieodparty mikst komedii, science fiction i akcji nie tylko całego lata, ale prawdopodobnie ostatnich trzech. Nie żebym się tego nie spodziewał. Pomysłowość i wyczucie różnych konwencji panowie zafundowali już w wybornym pastiszu i hołdzie nurtu zombie (Wysyp żywych trupów) oraz kumplowskiej komedii policyjnej (Ostre psy). Oba filmy, spełnienie młodocianych marzeń Edgara Wrighta i Simona Pegga, w kontekście najnowszej propozycji trzeba jednak traktować inaczej – jako brawurow…

Człowiek ze stali

Recenzja napisana jakoś niedługo po premierze, ale zapomniałem ją umieścić. Więc robię to teraz.


W osobliwym miejscu znajduje się w tej chwili jedna z największych ikon amerykańskiej kultury. Niegdyś pierwszy superbohater zarówno w komiksie, jak i dużej hollywoodzkiej produkcji, od co najmniej dwóch dekad klasyfikowany jest jako endemit dawnej ideologii, zupełnie oderwany od postmodernistycznych dekonstrukcji komiksowych herosów z drugiej połowy lat 80.

Jego słabnącą pozycję potwierdzał już Superman: Powrót Bryana Singera, który pomimo niezłych recenzji w trakcie premiery nie okazał się sukcesem na jaki liczyli szefowie wytwórni, stąd plany sequela zostały porzucone, a o samym filmie mało kto dziś pamięta. W dobie restartowania kolejnych serii przygód herosów popkultury, reboot Supermana wydaje się o tyle logicznym krokiem, że ma w założeniu przywrócić go nowym generacjom. Problem, jaki napotkało DC i Warner jest taki, że krajobraz filmów o superbohaterach przejął na dobre Disney. I ch…

Daft Punk, Vampire Weekend i The National

Parę swobodnych uwag o trzech głośnych premierach ostatnich tygodni:




Daft Punk - Random Access Memories

Połyskliwy, technicolorowy sen mistrzów budowania zaraźliwych kompozycji z katalogu innych artystów wywołuje dużą konsternację wśród ich fanów, zaś u wielu krytyków wzbudza przesadny entuzjazm (Q i NME - mówię do was).

Powieść totalna

Roberto Bolano, 2666, wyd. Muza

Wielka powieść żyje.

Marilyn Monroe

I jeszcze na dokładkę parę słów o biografii Marilyn Monroe.


Iggy Pop

Iggy Pop. Open Up and Bleed. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca, wyd. SQN

Postrzeganie legendarnych gwiazd rocka w dzisiejszych czasach opiera się przede wszystkim na mitologizowaniu ich przeszłości, wyciąganiu na wierzch najdzikszych występków.

Dżoni Dep

Krótko na temat przezabawnej "biografii" J. Deppa.

Ulubiony płyty

Skoro zamieściłem swój top 10 filmów, to warto wrzucić także muzyczny. Tutaj z wyborem było trochę łatwiej, ponieważ jest znacznie większa ilość szans sprawdzenia czy dane dzieło faktycznie zawsze na mnie działa. Problemem raczej był wybór najlepszej płyty danego wykonawcy, bo w inny dzień równie dobrze Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band Kind Of Blue mogłyby wejść w zamian na listę. Prawdziwą katorgę miałem z Marvinem, bo po prostu nic nie dzieli I Want YouHere, My Dear i What's Goin On. Faworyt wśród nich zmienia mi się co tydzień, ale padło na ostatni tytuł, może dlatego, że znam go najdłużej. Jeszcze na koniec mała lista płyt, które były bardzo blisko, ale nie wylądowały w top 10: Roxy Music For Your Pleasure, Keith Jarrett The Koln Concert, The Beach Boys Pet Sounds, Depeche Mode Violator, D'Angelo  Voodoo, Sly And The Family Stone There's A Riot Goin' On. Tyle w kwestii wyjaśnienia. 

10. Erykah Badu - New Amerykah Part One (4th World War)
09. Fleetwood…

Top 10 albumów 2012 roku

Świetny rok. Myślałem, że nie będzie tak dobry jak poprzedni, ale się myliłem. Ułożenie top 10 chyba jeszcze nigdy nie było dla mnie tak trudne jak w tym roku. Pomijając pierwszą pozycję, każda z następnych dziewięciu mogła właściwie wylądować wszędzie. 2013 ma przed sobą ogromnie dużo pracy, by dorównać poziomowi swojego poprzednika. Jeśli dalej będzie trwała tak udana nawałnica R&B, i ktoś nowy wyskoczy przy okazji w innych gatunkach, to powinno być dobrze. 


10. Jessie Ware - Devotion
Poza katowanym w radiostacjach Wildest Moments, trochę za bardzo przypominającym Adele, w każdym innym utworze Jessie redefiniuje pojęcie divy w XXI wieku. Subtelne, prawie nienarzucające się elektroniczne tło pysznie podbarwia elegancki i pełny seksapilu sound z najlepszych płyt Sade, a liźnięcia gitary z powodzeniem wtórują zmysłowym wokalom gwiazdy. Nieodparty popowy album i najlepszy kobiecy debiut od czasu Janelle Monae.
Ulubiony kawałek

09. Andy Stott - Luxury Problems W posępnej, odhumanizo…

Atlas chmur

Dla odmiany parę słów o dobrym Atlasie Chmur dla stopklatki

Filmy roku 2012

Nie był to zbytnio udany rok dla kina. Właściwie żaden film nie mógłbym nazwać arcydziełem totalnym, jak to często ze znajomymi sobie mówimy na dzieła pokroju Dzika Banda czy Wybuch. Mam nadzieję, że nie jest to jakiś głośniejszy sygnał obniżania się poziomu filmów. 2013 zapowiada już kilka premier, które dają szansę na to, że w grudniu nie skończy się tylko na kilku tytułach, a resztę trzeba będzie mozolnie szukać, żeby sporządzić tego rodzaju listę. W tamtym takich problemów nie było. W 2012 cztery tytuły mogę uznać za wybitne, z czego trzy pierwsze to chyba jedyne dzieła faktycznie oryginalne. Reszta, choć mniej ekscytująca, dała mi sporo przyjemności z różnych stron, więc ta dziesiątka jest mniej więcej dobrym oddaniem tego, co mi się najbardziej podobało w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. A pozycję numer jeden postanowiłem dać ex aequo, bo jednak nie potrafię ich rozdzielić i stwierdzić, który lepszy. Jak w zeszłym roku, wybory podparte luźnymi komentarzami. 
Wyróżnienia:
Lincoln…