Z kolejnego cyklu krótkich opinii na temat filmów, tym razem dominacja horrorów - być może jest to chwila na podładowanie akumulatorów przed kolejną dawką tych ambitniejszych albo odpoczywanie od wymagającego i wielkiego Berlin Alexanderplatz, który właśnie oglądam i powoli zmierzam do końca.
Sombre, reż. Philippe Grandrieux, 1998
Nieostre ujęcia, zbliżenia, zamazany obraz, przyśpieszanie - tego typu techniki stosuje Grandrieux w swoim niezwykle mrocznym obrazie, przedstawiającym historię mordercy prostytutek, Jeana, jeżdżącego po kraju w trakcie trwania Tour De France. Reżyser w swojej narracji nie jest zbytnio zainteresowany wyjaśnianiem przeszłości mordercy, pobudek jakimi się kieruje - za to konsekwentnie powtarza rytuały, jakie uprawia on przed odbieraniem życia kobietom. Gdy na jego drodze staje Claire, wtedy zaczyna się wytwarzać między nimi osobliwa relacja, pełna ukrytych napięć, niedopowiedzeń. Generalnie jest to film milczenia - nie za wiele tutaj uświadczymy dialogów, widać, że reżyser preferował oszczędniejszą formę wypowiedzi, skupiając się często na prostych, krótkich zdaniach. Kapitalna, klimatyczna muzyka Alana Vegi (pana z Suicide) stanowi idealne tło dźwiękowe do obrazu. Warto zwrócić uwagę też na sceny, w których rozbrzmiewa Bela Lugosi's Dead - są absolutnie hipnotyzujące.
★★★½
Krwawy Biwak, 1983, reż. Andrew Davis
Niewiele dobrego można powiedzieć o trzeciorzędnej zrzynie z Piątku Trzynastego. Ten zapomniany slasher posiada swoje momenty, nieodzownie związane z uczuciem grozy w lesie nocą oraz humorem, ale na tym właściwie można poprzestać z zaletami. Patent z obłąkanym zabójcą, żyjącym w lesie, niezbyt akceptującym młodych ludzi, którzy chcą tylko spędzić miło czas, jest jak wiadomo dobrze ograny, więc przypadkowe osoby nie mają tu czego szukać. Tytuł jest dosyć mylący - paradoksalnie film nie jest zbytnio krwawy i co gorsze, wydaje się naprędce skończony.
★½
Oczy Szeroko Zamknięte, reż. Stanley Kubrick, 1999
Kino zostało stworzone dla takich filmów - to właśnie w nich najlepiej można doświadczyć uczucia wojeryzmu, możliwości podglądania czyjegoś życia. Tom Cruise, jako przykładny i dobrze usytuowany mąż Nicole Kidman, po rewelacjach upalonej żony szybko z lekko kokieteryjnego stanu przechodzi w stąpanie między zdradą i doświadczaniem nowych seksualnych wrażeń w ciągu jednej szalonej nocy. Jego wędrówka przez nocne życie Nowego Jorku zaprowadza go do tajemniczego pałacu, w którym zamaskowani członkowie oddają się orgiom, jakich nie powstydziłby się opisać De Sade czy Bataille. Po tym epizodzie, Cruise, jako osoba zawieszona między pożądaniem nowości, a wiernością wobec żony zaczyna z czasem płacić za swoją nadmierną ciekawość. Mocna erotyka tego filmu nigdy nie jest agresywna, prostacka, a raczej intymna, zobrazowana z wielkim smakiem. Kubrick z mądrością starego mistrza prowadzi akcję cierpliwie, wciągając widza stopniowo w intrygę, która może mieć miejsce, ale wcale nie musi.
★★★★
Godziny odwiedzin, reż. Jean-Claude Lord, rok 1982
Mylnie kategoryzowany jako Slasher, mało znany kanadyjski thriller zawiera sporo przyjemnych niespodzianek, poczynając od bardzo solidnych ról głównych aktorów (przede wszystkim Ironside'a jako psychopaty) do wciągającej akcji i udanie wytworzonego uczucia osaczenia. Wybór lokacji jest znakomity - szpital nocą jest jednym z najlepszych miejsc na kręcenie horrorów czy thrillerów, czego dowodem jest rok wcześniejsze Halloween II, ostatnia dobra część serii. Fabuła jest prosta - wojująca na rzecz praw kobiet słynna dziennikarka rozjusza mizogina i mordercę, który napada na nią w domu i poważnie kaleczy. Dziennikarce udaje się przeżyć i trafia do szpitala, ale zabójca nie daje za wygraną i za wszelką cenę będzie chciał dokończyć swoje dzieło. Brzmi banalnie, ale film spełnia wszelkie wymogi swojej kategorii.
★★★
Szczątki, reż. Juan Piquer Simón, rok 1982
Bez wątpienia jeden z najlepszych slasherów złotego okresu tego gatunku. I także jeden z najbardziej krwawych. Już na samym początku widz częstowany jest sceną zabijania matki siekierą przez własnego syna. Następnie przenosimy się o 40 lat do przodu i zostajemy zaszczyceni obrazem morderstw studentek z uniwersytetu. Nasz maniak grasuje z piłą mechaniczną i za każdym razem odcina swoim ofiarom inną część ciała. Po co? Szybko się domyślimy. Kto to? Też nie powinno być problemu. "Szczątki" to osobliwy i wyborny miks włoskiego giallo (czarne, skórzane rękawice mordercy, silnie rozwinięty wątek detektywistyczny) i amerykańskiego slashera. Scen gore jest mnóstwo i są wykonane sprawnie jak na tamte lata, więc każdy kto lubi takie klimaty może bez problemu sięgnąć po ten grindhouse'owy klasyk.
★★★½
Zniknięcie, reż. George Sluizer, rok 1988
Znakomita zabawa z konwencją thrillera w wydaniu holenderskim. W filmie tym to co stanowi największą atrakcję gatunku, czyli nieznajomość tożsamości porywacza/mordercy i jej zgadywanie zostaje właściwie zdradzone na samym początku. Po drugie akcja nie przebiega do końca chronologicznie, bo wydarzenia nie zawsze następują po sobie po kolei - pojawiają się retardacje, a sama końcówka według hollywoodzkich standardów jest wysoce rozczarowująca. Jednak to właśnie te wymienione elementy świadczą o sile obrazu i jego wciągającej naturze. Nie tylko pozwalają lepiej wejść w psychikę antagonisty, przyglądać się jego metodycznym przygotowaniom do zbrodni, ale przede wszystkim czynią jego postać o wiele bardziej przerażającą od zwykłych oprawców w tego typu filmach. Śledzenie obsesyjnych starań męża porwanej kobiety, by dowiedzieć co się z nią stało zderzone z perfekcjonizmem porywacza, który oficjalnie wiedzie sielankowe życie rodzinne daje wyjątkowo intrygujący efekt - nieszablonowo opowiedzianą historię, w której ciężko przewidzieć co wydarzy się dalej.
Niezrozumiałym ruchem było dla mnie kręcenie amerykańskiego remake'u (sprawa analogiczna do Hanekego z Funny Games) - ten sam reżyser z gwiazdorską obsadą - J. Bridges, K. Sutherland, S. Bullock wśród nich - zrobił widowisko, które sprofanowało oryginał mi.n. zupełnie innym zakończeniem. Na szczęście remake oglądałem w urywkach, a reszcie polecam wersję z 1988 roku.
★★★½
Na Wysokości, reż. Kaare Andrews, 2010
Chaotyczna, dobrze zrealizowana, bezboleśnie lecąca sobie zbitka survivalu, science-fiction i horroru w jednym. Wyprawa samolotem na koncert dla młodych pasażerów zamienia się w piekło, gdy muszą walczyć z czymś zupełnie nierealnym. Zakończenie, a przede wszystkim wytłumaczenie obecności nadprzyrodzonej siły jest idiotyczne i totalnie zaskakujące. Mnie zadziwiło i rozśmieszyło mocno.
★½
Terror w pociągu, reż. Roger Spottiswoode, 1980
Kanadyjski slasher z ówczesną królową krzyku - Jamie Lee Curtis - i słynnym magikiem Copperfieldem na czele. Akcja filmu toczy się w pociągu, co daje niezły klimat, a wykrycie mordercy o tyle utrudnia fakt, że co chwilę zmienia strój. Z podejrzanym nie ma problemu, jednakże zakończenie filmu nieźle mnie zmyliło - ten kto wskazał wcześniej mordercę ma znakomitego czuja. Ja się nie spodziewałem. Zapewne twórcy Sleepaway Camp zerknęli okiem. Dla fanów gatunku.
★★
Alone In The Dark, reż. Jack Sholder, 1982
Także ten film nie można nazwać slasherem, jak sporo osób twierdzi, a thrillerem. I to bardzo efektywnym. Trójka psychopatów ucieka ze szpitala psychiatrycznego niesiona przekonaniem, że nowo przybyły lekarz zabił ich poprzedniego. Postanawiają się zemścić na nim, a przy okazji jego rodzinie. Odnajdziemy tutaj całkiem niezłą obsadę aktorską - Donald Pleasence jako doktor, Jack Palance jako dowodzący bandą mścicieli, a szczególnie Martin Landau jako najbardziej walnięty ze świrów. Ostatnie pół godziny filmu, w której będąca w potrzasku rodzina walczy o życie nadrabia w pełni swoją intensywnością lekkie dłużyzny z początku.
★★★

Nieostre ujęcia, zbliżenia, zamazany obraz, przyśpieszanie - tego typu techniki stosuje Grandrieux w swoim niezwykle mrocznym obrazie, przedstawiającym historię mordercy prostytutek, Jeana, jeżdżącego po kraju w trakcie trwania Tour De France. Reżyser w swojej narracji nie jest zbytnio zainteresowany wyjaśnianiem przeszłości mordercy, pobudek jakimi się kieruje - za to konsekwentnie powtarza rytuały, jakie uprawia on przed odbieraniem życia kobietom. Gdy na jego drodze staje Claire, wtedy zaczyna się wytwarzać między nimi osobliwa relacja, pełna ukrytych napięć, niedopowiedzeń. Generalnie jest to film milczenia - nie za wiele tutaj uświadczymy dialogów, widać, że reżyser preferował oszczędniejszą formę wypowiedzi, skupiając się często na prostych, krótkich zdaniach. Kapitalna, klimatyczna muzyka Alana Vegi (pana z Suicide) stanowi idealne tło dźwiękowe do obrazu. Warto zwrócić uwagę też na sceny, w których rozbrzmiewa Bela Lugosi's Dead - są absolutnie hipnotyzujące.
★★★½

Niewiele dobrego można powiedzieć o trzeciorzędnej zrzynie z Piątku Trzynastego. Ten zapomniany slasher posiada swoje momenty, nieodzownie związane z uczuciem grozy w lesie nocą oraz humorem, ale na tym właściwie można poprzestać z zaletami. Patent z obłąkanym zabójcą, żyjącym w lesie, niezbyt akceptującym młodych ludzi, którzy chcą tylko spędzić miło czas, jest jak wiadomo dobrze ograny, więc przypadkowe osoby nie mają tu czego szukać. Tytuł jest dosyć mylący - paradoksalnie film nie jest zbytnio krwawy i co gorsze, wydaje się naprędce skończony.
★½

Kino zostało stworzone dla takich filmów - to właśnie w nich najlepiej można doświadczyć uczucia wojeryzmu, możliwości podglądania czyjegoś życia. Tom Cruise, jako przykładny i dobrze usytuowany mąż Nicole Kidman, po rewelacjach upalonej żony szybko z lekko kokieteryjnego stanu przechodzi w stąpanie między zdradą i doświadczaniem nowych seksualnych wrażeń w ciągu jednej szalonej nocy. Jego wędrówka przez nocne życie Nowego Jorku zaprowadza go do tajemniczego pałacu, w którym zamaskowani członkowie oddają się orgiom, jakich nie powstydziłby się opisać De Sade czy Bataille. Po tym epizodzie, Cruise, jako osoba zawieszona między pożądaniem nowości, a wiernością wobec żony zaczyna z czasem płacić za swoją nadmierną ciekawość. Mocna erotyka tego filmu nigdy nie jest agresywna, prostacka, a raczej intymna, zobrazowana z wielkim smakiem. Kubrick z mądrością starego mistrza prowadzi akcję cierpliwie, wciągając widza stopniowo w intrygę, która może mieć miejsce, ale wcale nie musi.
★★★★

Mylnie kategoryzowany jako Slasher, mało znany kanadyjski thriller zawiera sporo przyjemnych niespodzianek, poczynając od bardzo solidnych ról głównych aktorów (przede wszystkim Ironside'a jako psychopaty) do wciągającej akcji i udanie wytworzonego uczucia osaczenia. Wybór lokacji jest znakomity - szpital nocą jest jednym z najlepszych miejsc na kręcenie horrorów czy thrillerów, czego dowodem jest rok wcześniejsze Halloween II, ostatnia dobra część serii. Fabuła jest prosta - wojująca na rzecz praw kobiet słynna dziennikarka rozjusza mizogina i mordercę, który napada na nią w domu i poważnie kaleczy. Dziennikarce udaje się przeżyć i trafia do szpitala, ale zabójca nie daje za wygraną i za wszelką cenę będzie chciał dokończyć swoje dzieło. Brzmi banalnie, ale film spełnia wszelkie wymogi swojej kategorii.
★★★

Bez wątpienia jeden z najlepszych slasherów złotego okresu tego gatunku. I także jeden z najbardziej krwawych. Już na samym początku widz częstowany jest sceną zabijania matki siekierą przez własnego syna. Następnie przenosimy się o 40 lat do przodu i zostajemy zaszczyceni obrazem morderstw studentek z uniwersytetu. Nasz maniak grasuje z piłą mechaniczną i za każdym razem odcina swoim ofiarom inną część ciała. Po co? Szybko się domyślimy. Kto to? Też nie powinno być problemu. "Szczątki" to osobliwy i wyborny miks włoskiego giallo (czarne, skórzane rękawice mordercy, silnie rozwinięty wątek detektywistyczny) i amerykańskiego slashera. Scen gore jest mnóstwo i są wykonane sprawnie jak na tamte lata, więc każdy kto lubi takie klimaty może bez problemu sięgnąć po ten grindhouse'owy klasyk.
★★★½

Znakomita zabawa z konwencją thrillera w wydaniu holenderskim. W filmie tym to co stanowi największą atrakcję gatunku, czyli nieznajomość tożsamości porywacza/mordercy i jej zgadywanie zostaje właściwie zdradzone na samym początku. Po drugie akcja nie przebiega do końca chronologicznie, bo wydarzenia nie zawsze następują po sobie po kolei - pojawiają się retardacje, a sama końcówka według hollywoodzkich standardów jest wysoce rozczarowująca. Jednak to właśnie te wymienione elementy świadczą o sile obrazu i jego wciągającej naturze. Nie tylko pozwalają lepiej wejść w psychikę antagonisty, przyglądać się jego metodycznym przygotowaniom do zbrodni, ale przede wszystkim czynią jego postać o wiele bardziej przerażającą od zwykłych oprawców w tego typu filmach. Śledzenie obsesyjnych starań męża porwanej kobiety, by dowiedzieć co się z nią stało zderzone z perfekcjonizmem porywacza, który oficjalnie wiedzie sielankowe życie rodzinne daje wyjątkowo intrygujący efekt - nieszablonowo opowiedzianą historię, w której ciężko przewidzieć co wydarzy się dalej.
Niezrozumiałym ruchem było dla mnie kręcenie amerykańskiego remake'u (sprawa analogiczna do Hanekego z Funny Games) - ten sam reżyser z gwiazdorską obsadą - J. Bridges, K. Sutherland, S. Bullock wśród nich - zrobił widowisko, które sprofanowało oryginał mi.n. zupełnie innym zakończeniem. Na szczęście remake oglądałem w urywkach, a reszcie polecam wersję z 1988 roku.
★★★½

Chaotyczna, dobrze zrealizowana, bezboleśnie lecąca sobie zbitka survivalu, science-fiction i horroru w jednym. Wyprawa samolotem na koncert dla młodych pasażerów zamienia się w piekło, gdy muszą walczyć z czymś zupełnie nierealnym. Zakończenie, a przede wszystkim wytłumaczenie obecności nadprzyrodzonej siły jest idiotyczne i totalnie zaskakujące. Mnie zadziwiło i rozśmieszyło mocno.
★½

Kanadyjski slasher z ówczesną królową krzyku - Jamie Lee Curtis - i słynnym magikiem Copperfieldem na czele. Akcja filmu toczy się w pociągu, co daje niezły klimat, a wykrycie mordercy o tyle utrudnia fakt, że co chwilę zmienia strój. Z podejrzanym nie ma problemu, jednakże zakończenie filmu nieźle mnie zmyliło - ten kto wskazał wcześniej mordercę ma znakomitego czuja. Ja się nie spodziewałem. Zapewne twórcy Sleepaway Camp zerknęli okiem. Dla fanów gatunku.
★★

Także ten film nie można nazwać slasherem, jak sporo osób twierdzi, a thrillerem. I to bardzo efektywnym. Trójka psychopatów ucieka ze szpitala psychiatrycznego niesiona przekonaniem, że nowo przybyły lekarz zabił ich poprzedniego. Postanawiają się zemścić na nim, a przy okazji jego rodzinie. Odnajdziemy tutaj całkiem niezłą obsadę aktorską - Donald Pleasence jako doktor, Jack Palance jako dowodzący bandą mścicieli, a szczególnie Martin Landau jako najbardziej walnięty ze świrów. Ostatnie pół godziny filmu, w której będąca w potrzasku rodzina walczy o życie nadrabia w pełni swoją intensywnością lekkie dłużyzny z początku.
★★★
Komentarze
Prześlij komentarz