Przejdź do głównej zawartości

Filmy roku 2016




10.  Rycerz Pucharów (Knight of Cups), reż. Terrence Malick


Malick kręci już tylko hermetyczne poematy o zadęciu symfonicznym, ale tutaj nawet Hollywoodzka apatia potrafi zahipnotyzować. Wszystko dzięki niewidzialnemu montażowi. 


09.  Zaproszenie (The Invitation), reż. Karyn Kusama


Niezła zabawa z oczekiwaniami widza: to tylko kolejna niezręczna kolacja czy coś zupełnie innego? Choć bez zaskoczeń, to jednak umiejętne wykorzystanie lokacji jako ziemi obiecanej dla... Bez spoilerów. 


08. Hush, reż. Mike Flanagan


Home Invasion w soczystej postaci. Mniej ironiczne i zabawne od "Następny jesteś ty", ale bardziej kinetyczne i surowe. Przez co odrobinkę lepsze. 


07. Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński


Aktorstwo jest znakomite (poza szarżującym Ogrodnikiem), ale zadziwia dojrzałość reżysera debiutanta. Wszystko jest tu duszne, przepełnione mrokiem i depresją. Świata zewnętrznego niemal nie widzimy - tylko cztery ściany i ludzkie dramaty. 


06. Syn Szawła (Saul fia), reż. Laszlo Nemes


Przytłaczający sensoryczny cios. Nemes wrzuca nas w absolutne inferno, nie pozwalając na oddech. Niby po "Shoah" temat Holokaustu nie ma racji bytu, tym bardziej fabularnie, bo po wyczynach chociażby Spielberga, można mieć wątpliwości o granicach dobrego smaku, ale "Syn Szawła" działa jako oczyszczające doświadczenie. Konfrontuje nas z najgorszą stroną ludzkiej natury, byśmy nie zapominali do czego jesteśmy zdolni.


05. Cmentarz wspaniałości (Rak ti Khon Kaen), reż. Apichatpong Weerasethakul


Gdzie "Syn Szawła" wstrząsa, kolejny znakomity film tajskiego autora relaksuje nasze zmysły. Pomimo politycznego kontekstu,  ton całości jest bukoliczny. Wystarczy się poddać, a przenosiny w inną krainę gwarantowane. 


04. Elle, reż. Paul Verhoeven


Czarny humor Verhoevena nie osłabł i z pełną mocą oplata przebiegły i dość konfrontacyjny scenariusz (choć moja luba zbyła go jako nieszczególnie odkrywczy i mocny, bo takie rzeczy to od dawna w kinie robiono. I do tego lepiej. I ma całkowitą rację w tym punkcie). Formalnie jest to najmniej Verhoevenowski film w jego karierze, ale zdecydowanie czuć tutaj rękę starego mistrza, bowiem rzadko spotyka się dziś w kinie tyle jadowitości. Huppert jest jak zawsze nieustraszona. 


03. Green Room, reż. Jeremy Saulnier


Szokujący realizm kilku scen "Green Roomu" po raz pierwszy od dawna przypomniał mi, jak kruche jest ludzkie ciało. Jednak Saulnier omija pułapki pornografii przemocy, bo nie dość, że wykazuje się w kilku momentach przednim humorem i szalenie dobrze oddaje atmosferę zaszczucia, to przede wszystkim inwestuje trochę czasu w swoich bohaterów. Kto wie czy nie mamy tu czegoś z zeitgeistu - ubrany w szaty kina gatunkowego, ale niepokojąco bliski obraz alternatywnej prawicy, która coraz śmielej zaraza amerykańską ideologię. 


02. O.J. : Made in America, reż. Ezra Edelman



To nie tylko zanurzenie się w życiu osławionego futbolisty i celebryty, ale holistyczne spojrzenie na Amerykę drugiej połowy XX wieku. Paralelność narracji jest kluczem do zrozumienia, co mogło stworzyć i popchnąć Simpsona do zbrodni. Monumentalne osiągnięcie. 



01. Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii (The Witch), reż. Robert Eggers


Najwybitniejszy horror XXI wieku jest fabularnym przedłużeniem "Haxana", być może też najlepszym horrorem okultystycznym w historii. Jednak Eggers na tym nie kończy, bowiem swój debiutancki film nakręcił jak Bergmanowską psychodramę o dezintegracji rodziny. Stąd złowieszcza aura i drobiazgowy risercz, zderzenie purytańskiej wiary z dzikim i przerażającym otoczeniem kształtują moc jego dzieła, a nie tanie sztuczki, które zalewają gatunek od początku jego istnienia. Jedyne arcydzieło 2016 roku.    




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ulubione horrory z lat 2000-2009

Dawno nie robiłem żadnej listy, więc dla odmiany wrzucam krótką z umiłowanymi horrorami z poprzedniej dekady. Nie był to okres szczególnie udany dla tego gatunku, więc niestety wyboru sporego nie miałem (albo nie dotarłem do skrytych perełek). Wyjaśnia to np. obecność na mojej liście filmu rodzaju "The Host", w połowie dramatu, w połowie horroru. Z tą klasyfikacją gatunkową to nie była taka prosta sprawa, ale gdy zestawiłem go z "Taxidermią" czy "Głodem miłości", dziełami również kategoryzowanymi jako horrory, wydał mi się zdecydowanie bardziej trafnym wyborem.


The Host: Potwór, reż. Bong Joon-ho, rok 2006 Jak wyjaśniałem pokrótce we wstępie, jeden z paru filmów na liście, który nie jest czysty gatunkowo. Reżyser pomysłowo przemiela nurt Monster Movie przez społeczno-rodzinny dramat, wstrząsająco obrazując widzowi, że to własny rząd wydaje się bardziej przerażający niż ogromna, zmutowana ryba. Tak oryginalne, wciągające, a nawet niekiedy przejmujące …

Rodzina Soprano - popkulturowy majstersztyk

Fascynacja mafią/przestępczością zorganizowaną od niemalże pół wieku jest mocno zakorzeniona w świadomości kulturowej. Dzieje się to za sprawą głośnych filmów gangsterskich, tak często cytowanych w przeróżnych formach medialnych, żeby nie wymieniać tych najważniejszych: dwóch pierwszych części Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli, Chłopców z ferajny Martina Scorsese, Człowieka z blizną Briana De Palmy czy Dawno temu w Ameryce Sergio Leone. Gatunek filmów gangsterskich jest bez wątpienia niepodzielną własnością Amerykanów, choć pojawiają się wybitne wyjątki w postaci arcydzieł francuskiego reżysera Jean-Pierre'a Melville'a (Samuraj, W kręgu zła). O ile wpływ wczesnych filmów rodzaju Małego Cezara Mervyna Leroya, Wroga publicznego Williama Wellmana i oryginalnego Człowieka z blizną Howarda Hawksa na późniejsze arcydzieła gatunku jest niepodważalny, to jednak dopiero adaptacja powieści Mario Puzo dokonała znaczącej transformacji w sposobie portretowania mafii/gangsterów. Jak …