Przejdź do głównej zawartości

O pożądaniu i samotności w Chińskiej metropolii



Noce wiosennego upojenia, reż. Lou Ye, rok 2009

Pięknie zatytułowany film kontrowersyjnego chińskiego reżysera Lou Ye urzeka tęsknym, niewymuszonym poetyckim nastrojem. Jest również odświeżającym powrotem do teraźniejszości, po tym jak dwa jego poprzednie filmy były epickimi freskami osadzonymi w trakcie japońskiej okupacji Szanghaju w latach trzydziestych (Purpurowy motyl) i w czasie protestów na placu Tian-anmen w 1989 roku (Letni Pałac). Osadzony w ponad trzymilionowym Nankinie, ostatni film Ye opowiada w głównej mierze historię intymnych relacji dwojga gejów, Jianga Chenga i Wanga Pinga. Żona tego drugiego, w przeczuciu, że mąż ją zdradza, wynajmuje młodego fotografa, aby go śledził. Gdy wychodzi na jaw, że jego kochankiem jest mężczyzna, wszystko nieuchronnie zaczyna zmierzać ku tragicznemu finałowi.

Na początku filmu widzimy jak para głównych bohaterów udaje się do domu w lesie, by odbyć stosunek. Kochanowie nie bez powodu zachowują się jak zbrodniarze, bo w chińskiej świadomości homoseksualizm bardzo długo był surowo karalny i piętnowany – dopiero w 1997 roku został zalegalizowany, a cztery lata później przestano uznawać go za chorobę psychiczną. Reżyser w wątku homoseksualnej miłości bardzo odważnie łamie tabu, atakując centralne wartości chińskiego społeczeństwa. W jego filmie każdy śpi z każdym, a moralny kręgosłup, implementowany obywatelom od małego przez rządową propagandę, jest co chwilę mocno nadwyrężany. Podstawowa komórka rodzinna zostaje rozbita, gdy mąż zdradza żonę z mężczyzną. Najtrafniej podkreśla to scena kłótni małżeńskiej, w której Wang uderza żonę, a ta w napadzie rozpaczy wypomina mu, że zawsze był szanowany przez jej rodziców. Tradycyjne wartości, pokazuje reżyser, co raz śmielej ulegają dziś pogwałceniu i degradacji. 

Fabuła filmu wydaje się prawdziwsza i bardziej osobista niż ostatnie dokonania twórcy, bo poruszane problemy są niepokojąco aktualne. Ye pozornie skupia naszą uwagę na homoseksualnej parze, by następnie, nawiązując do „Julesa i Jima” Truffauta, przedstawiać relacje osobliwego miłosnego trójkąta. W ogólnym świetle portret odmienności seksualnej i niezaspokojonych żądz staje się wykładnią życia w metropolii: szybkiego, burzliwego, skazanego na atomizację. Bohaterzy spędzają przeważnie czas w zadymionych barach, eleganckich restauracjach, w gejowskich klubach, czy dyskotekach. Nocne życie staje się dla nich remedium na samotność, oferującym chwilowe ukojenie w postaci przypadkowego partnera do łóżka. Niesłusznie zarzucano reżyserowi, że bardzo powierzchownie potraktował swoich bohaterów, nie dając im powodów, które wyjaśniałyby ich zachowanie, ani nie wyjaśniając, dlaczego czują się nieszczęśliwi. Romans osiemnastoletniego fotografa ze starszą kobietą i mężczyzną, którego śledził, dowodzi przekraczania kolejnych granic seksualności, nie zastanawiania się nad tym, czy jest to moralne, bo to ciało kieruje jego decyzjami.

Sama seksualność już w poprzednich filmach Ye była mocno eksponowana. Szczególnie „Letni pałac” intensyfikował to uczucie, wypełniając ekran nagością i erotyką, niespotykaną wcześniej na taką skalę w kinematografii chińskiej. W swojej śmiałości scen cielesnych nie odstawał od takich azjatyckich obrazów jak „Skrajne żądze” Apichatponga Weerasethakula i „Kapryśnej chmury” Tsai Ming-Lianga. W „Nocach wiosennego upojenia” reżyser zabrnął nawet dalej w swojej odważności, bo ukazał zakazany seks między mężczyznami w długich, bezpardonowych scenach.

Zupełnie zniknęły zauważalne w innych filmach reżysera reminiscencje stylizacji Wong Kar-Waia. Nakręcone kamerą cyfrową, „Noce wiosennego upojenia” w kontraście do swoich poprzedników, nie zachwycają wizualną urodą. Lou Ye tym razem przemawia głosem absolutnie własnym, dzięki czemu meandryczna rytmika narracji i jej wyciszony ton okazują się znakomitym sposobem, by przekonywająco i bezpretensjonalnie sportretować obywateli metropolii jako ludzi stale balansujących między pożądaniem a frustracją, samotnością a chwilowym zaspokojeniem.
★★★½

Komentarze

  1. Zapraszam do uprawiania sportu !! niesie to wiele korzyści czy to w chińskiej czy europejskiej społeczności, w KAŻDEJ ! :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ulubione horrory z lat 2000-2009

Dawno nie robiłem żadnej listy, więc dla odmiany wrzucam krótką z umiłowanymi horrorami z poprzedniej dekady. Nie był to okres szczególnie udany dla tego gatunku, więc niestety wyboru sporego nie miałem (albo nie dotarłem do skrytych perełek). Wyjaśnia to np. obecność na mojej liście filmu rodzaju "The Host", w połowie dramatu, w połowie horroru. Z tą klasyfikacją gatunkową to nie była taka prosta sprawa, ale gdy zestawiłem go z "Taxidermią" czy "Głodem miłości", dziełami również kategoryzowanymi jako horrory, wydał mi się zdecydowanie bardziej trafnym wyborem.


The Host: Potwór, reż. Bong Joon-ho, rok 2006 Jak wyjaśniałem pokrótce we wstępie, jeden z paru filmów na liście, który nie jest czysty gatunkowo. Reżyser pomysłowo przemiela nurt Monster Movie przez społeczno-rodzinny dramat, wstrząsająco obrazując widzowi, że to własny rząd wydaje się bardziej przerażający niż ogromna, zmutowana ryba. Tak oryginalne, wciągające, a nawet niekiedy przejmujące …

Najlepsze filmy 2017 roku

To pierwsze podsumowanie od czasu 2013 roku, gdzie żaden z filmów nie zasłużył na miano arcydzieła. Ale wbrew pozorom to był dobry rok. Gdybym szedł śladem Cahiers du Cinema lub paru innych krytyków i postanowił uwzględnić 3. sezon "Twin Peaks" na swojej liście, to umieściłbym go na samym szczycie. Chociażby za ten nieprawdopodobny 8. odcinek. I korci mnie niezmiernie, bo pomimo ewidentnie serialowego formatu, ostatnie dzieło Lyncha i Frosta można również klasyfikować jako 18. godzinny film w duchu "Out 1" Rivette'a czy "Berlin Alexanderplatz" Fassbindera. Nawet dwa pierwsze odcinki miały pokaz kinowy w Cannes, a w przyszłym roku cały sezon zostanie puszczony w jednym z amerykańskich kin. Ale stwierdziłem, że lepiej jednak trzymać się propozycji stricte kinowych, żeby nie mącić zbytnio (choć gdybym faktycznie chciał wymieszać seriale z filmami, to zwycięzcą były 3. sezon "Pozostawionych" - najwspanialsza rzecz, jaką oglądałem w 2017 roku). …

Rodzina Soprano - popkulturowy majstersztyk

Fascynacja mafią/przestępczością zorganizowaną od niemalże pół wieku jest mocno zakorzeniona w świadomości kulturowej. Dzieje się to za sprawą głośnych filmów gangsterskich, tak często cytowanych w przeróżnych formach medialnych, żeby nie wymieniać tych najważniejszych: dwóch pierwszych części Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli, Chłopców z ferajny Martina Scorsese, Człowieka z blizną Briana De Palmy czy Dawno temu w Ameryce Sergio Leone. Gatunek filmów gangsterskich jest bez wątpienia niepodzielną własnością Amerykanów, choć pojawiają się wybitne wyjątki w postaci arcydzieł francuskiego reżysera Jean-Pierre'a Melville'a (Samuraj, W kręgu zła). O ile wpływ wczesnych filmów rodzaju Małego Cezara Mervyna Leroya, Wroga publicznego Williama Wellmana i oryginalnego Człowieka z blizną Howarda Hawksa na późniejsze arcydzieła gatunku jest niepodważalny, to jednak dopiero adaptacja powieści Mario Puzo dokonała znaczącej transformacji w sposobie portretowania mafii/gangsterów. Jak …