Przejdź do głównej zawartości

Najlepsze albumy 2013



Słaby rok niestety. Ale coś po nim pozostało. Janelle Monae, Drake i Thundercat byli blisko, ale to poniższa lista najlepiej oddaje moje ubiegłoroczne fascynacje. Kolejność raczej na wyczucie, bo właściwie poza jedynką, każda z płyt mogłaby się zamieniać miejscami. Na dzień dzisiejszy wygląda to mniej więcej tak:


10. Bilal - A Love Surreal 

Bilal jest rozluźniony, pogodny i pewny siebie, co przekłada się na muzykę, pełny ciepła soul skręcający to w pop, funk, blues czy jazz. Jego zwinność wokalna nieustannie poraża.
West Side Girl



10. Disclosure - Settle

Muzyka taneczna (i w tym elektroniczna) nie mogła pochwalić się niczym lepszym w tamtym roku. Bracia Lawrence z popowym geniuszem ożenili różne stylistyki (house, garage, bass), zawsze mając pod ręką odpowiedni głos.  


09. Alice Smith - She 

Mniej znana, ale ukryta broń tradycyjnie pomyślanego, bardzo piosenkowego R&B. Kapitalnie zaśpiewane, z wyczuciem zaaranżowane utwory Smith wbijają się w pamięć jak mało co w tym roku. Aha, i jej cover Cee Lo Greena jest lepszy od oryginału. To świadczy o sile artystki.
The One


08. These New Puritans - Field Of Reeds 

Ponura oda do angielskiej melancholii. Z wielkim talentem wskrzeszono tutaj magię późnego Talk Talk i Roberta Wyatta.
V (Island Song)


07. Mayer Hawthorne - Where Does This Door Go 

Mayer jest jak kameleon - kiedy chce może być soulowym uwodzicielem, Elvisem Costello lub - przede wszystkim  - zagubionym bratem Donalda Fagena. Ale nigdy nie są to puste imitacje, bowiem jego nienaganny i imponująco rozpięty stylistycznie album to rzecz od początku autorska.
Back Seat Lover


06. Rhye - Woman 

Sade wreszcie doczekała się wokalnego następcy w postaci Mike Milosha. Jego przepiękna, kobieca barwa potrafi tak zmylić, że z początku myślałem, że śpiewa kobieta. Najbardziej aksamitna, intymna i zmysłowa kolekcja piosenek 2013 roku.
Shed Some Blood


05. Justin Timberlake - The 20/20 Experience 

Konserwatywny i bezpieczny, ale jakże epicki neo-soulowy album wydał po siedmiu długich latach Justin. To prawdziwie bizantyjska muzyka - większość kompozycji to niemal mini-suity, wypieszczone melodycznie i aranżacyjnie do granic możliwości. Wielka szkoda, że wrażenie zepsuła trochę druga, zupełnie niepotrzebna część.
Strawberry Bubblegum


04. Chelsea Wolfe - Pain is Beauty 

Atmosfera jest duszna, narkotyczna, depresyjna i po całości wciągająca. Najlepszy gotycki album od wielu lat, bowiem Wolfe raczej nie trzyma się kiczowatych ram gatunku, i wie, że w romantycznym tragizmie po pierwsze nigdy nie wolno przesadzać i należy zawsze mieć dobrą melodię lub refren pod ręką. A tego tu sporo.
We Hit a Wall



03. Inc. - No World 

Tajemnicza i zadymiona aura debiutanckiego longplaya braci Aged zaskakuje w dobie innych płyt związanych z kręgu alternatywnego r&B swoim wyciszeniem - momentami nie wykracza poza głośność szeptu (słuchanie po ciemku "Voodoo" jawnie się opłaciło). Bracia są raczej hermetycznymi kompozytorami, bowiem ich wytwory utrzymane są w podobnych aranżacjach, melodiach i barwach. Sporadycznie może wydawać się to monotonne po którymś przesłuchaniu, ale nie ujmuje to nic z hipnotyzującego pejzażu dźwiękowego, jaki wyczarowali.
5 days



02. Julia Holter - Loud City Song 

Gdy Joanna Newsom ukrywa się przed światem, Julia Holter z roku na rok jest co raz lepsza. Kinematograficzny koncept album, łączący Lynchowską wizję Los Angeles i musical Gigi poraża swoją ekspansywnością, natchnieniem i niepokojącą aurą. Wybitna rzecz, choć czasami nierówna.
Hello Stranger



01. Kelela - Cut 4 Me 

Jeżeli ktoś ma wzniecić na nowo ducha R&B i skierować go w inne, niekoniecznie wcześniej eksplorowane rejony, to właśnie Kelela Mizanekristos. Nawet przy takiej śmietance producentów i ich nieprawdopodobnej inwencji, jej głos zawsze góruje nad futurystycznym konstruktem. Obsesyjna narracja, dominująca natura, na przemian agresywna i czuła postawa oraz nagość emocji Keleli wciska w fotel i nie pozwala się uwolnić. Guardian pisał o tym mixtapie, że jest czymś w rodzaju ścieżki dźwiękowej dla pomarańczowego poblasku popołudniowych latarni ulicznych i okien autobusów skąpanych w kroplach deszczu. Dla mnie jest czymś więcej - zdecydowanie najlepszym albumem roku. To jedyna rzecz z 2013 roku, która mogłaby konkurować z czołówką 2012.
Send Me Out

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie Chance the Rapper i jego Acid Rap przewyższa kilka tytułów z waszego rankingu

    OdpowiedzUsuń
  3. Mojego, bo ja tylko prowadzę bloga :) Acid Rap bardzo dobre, owszem. Było blisko 10stki zresztą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ulubione horrory z lat 2000-2009

Dawno nie robiłem żadnej listy, więc dla odmiany wrzucam krótką z umiłowanymi horrorami z poprzedniej dekady. Nie był to okres szczególnie udany dla tego gatunku, więc niestety wyboru sporego nie miałem (albo nie dotarłem do skrytych perełek). Wyjaśnia to np. obecność na mojej liście filmu rodzaju "The Host", w połowie dramatu, w połowie horroru. Z tą klasyfikacją gatunkową to nie była taka prosta sprawa, ale gdy zestawiłem go z "Taxidermią" czy "Głodem miłości", dziełami również kategoryzowanymi jako horrory, wydał mi się zdecydowanie bardziej trafnym wyborem.


The Host: Potwór, reż. Bong Joon-ho, rok 2006 Jak wyjaśniałem pokrótce we wstępie, jeden z paru filmów na liście, który nie jest czysty gatunkowo. Reżyser pomysłowo przemiela nurt Monster Movie przez społeczno-rodzinny dramat, wstrząsająco obrazując widzowi, że to własny rząd wydaje się bardziej przerażający niż ogromna, zmutowana ryba. Tak oryginalne, wciągające, a nawet niekiedy przejmujące …

Rodzina Soprano - popkulturowy majstersztyk

Fascynacja mafią/przestępczością zorganizowaną od niemalże pół wieku jest mocno zakorzeniona w świadomości kulturowej. Dzieje się to za sprawą głośnych filmów gangsterskich, tak często cytowanych w przeróżnych formach medialnych, żeby nie wymieniać tych najważniejszych: dwóch pierwszych części Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli, Chłopców z ferajny Martina Scorsese, Człowieka z blizną Briana De Palmy czy Dawno temu w Ameryce Sergio Leone. Gatunek filmów gangsterskich jest bez wątpienia niepodzielną własnością Amerykanów, choć pojawiają się wybitne wyjątki w postaci arcydzieł francuskiego reżysera Jean-Pierre'a Melville'a (Samuraj, W kręgu zła). O ile wpływ wczesnych filmów rodzaju Małego Cezara Mervyna Leroya, Wroga publicznego Williama Wellmana i oryginalnego Człowieka z blizną Howarda Hawksa na późniejsze arcydzieła gatunku jest niepodważalny, to jednak dopiero adaptacja powieści Mario Puzo dokonała znaczącej transformacji w sposobie portretowania mafii/gangsterów. Jak …

Filmy roku 2016

10.  Rycerz Pucharów (Knight of Cups), reż. Terrence Malick

Malick kręci już tylko hermetyczne poematy o zadęciu symfonicznym, ale tutaj nawet Hollywoodzka apatia potrafi zahipnotyzować. Wszystko dzięki niewidzialnemu montażowi. 

09.  Zaproszenie (The Invitation), reż. Karyn Kusama

Niezła zabawa z oczekiwaniami widza: to tylko kolejna niezręczna kolacja czy coś zupełnie innego? Choć bez zaskoczeń, to jednak umiejętne wykorzystanie lokacji jako ziemi obiecanej dla... Bez spoilerów. 

08. Hush, reż. Mike Flanagan

Home Invasion w soczystej postaci. Mniej ironiczne i zabawne od "Następny jesteś ty", ale bardziej kinetyczne i surowe. Przez co odrobinkę lepsze. 

07. Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński

Aktorstwo jest znakomite (poza szarżującym Ogrodnikiem), ale zadziwia dojrzałość reżysera debiutanta. Wszystko jest tu duszne, przepełnione mrokiem i depresją. Świata zewnętrznego niemal nie widzimy - tylko cztery ściany i ludzkie dramaty. 

06. Syn Szawła (Saul fia), reż. Laszlo Nem…