Przejdź do głównej zawartości

Najlepsze filmy roku 2013

W poprzednim roku narzekałem na ogólny poziom kina, ale w tym nie było aż tak źle. Biorąc pod uwagę, że jeszcze wiele rzeczy przejdzie na kolejny (nie wspominając o zaplanowanych premierach), to można nieśmiało mówić, że może to iść ku lepszemu. Dalej liczba rzeczy wybitnych może nie przyprawia o zawrót głowy, ale nie ukrywajmy - w tym rejonie nigdy nie będzie tak dobrze, jak chociażby w roku 1979, czy będąc bliżej, 2000 lub 2007. W innym dniu lista rzecz jasna wyglądałaby trochę inaczej, ale cała frajda w tym, że na coś w końcu trzeba się zdecydować. W tym roku także dodatkowe kategorie - najlepsi aktorzy pierwszego i drugiego planu (wymieszani razem). 

Poprzednie listy: 2009, 2011, 2012 (dla informacji - mój teraźniejszy top z 2009 r. pokrywa się z tamtym tylko jedną pozycją, zaś z 2011 sześcioma)

Edit: Po małym zastanowieniu dorzucam jednak też do listy ex aequo Adwokata. Jako film podobnie zakochany w języku i dialogach co Przed północą, choć w zupełnie inny sposób. 

Wyróżnienia:

Mud 
Safe Haven (4 part antologii - najlepszy horror roku)





Słodko-gorzkie zwieńczenie wybitnej trylogii niczego nie zmienia w stosunku do swoich poprzedniczek - Delpy i Hawke rozmawiają ze sobą przez cały film, przeważnie przemieszczając się po rozmaitych lokacjach, zawsze będąc daleko od domu. I ciągle czuć w tym magię. Tym razem jest zabawniej niż kiedykolwiek, czasem też i bardziej pretensjonalnie, ale chyba nic nie jest w stanie zabić chemii między aktorami, a Linklater potwierdza już ostatecznie, że jest godnym spadkobiercą stylu Erica Rohmera. Jeżeli oczywiście ma tylko ochotę powrócić do swojej ulubionej historii. 




Zgodnie okrzyknięte przez większość porażką wspólne przedsięwzięcie genialnego Cormaca McCarthy'ego i jak zawsze strzelającego na chybił-trafił Ridleya Scotta to wyjątkowo intrygujący i dziwaczny obraz. Zupełnie odstający od norm swojej konwencji. Któremu bliżej, jak ciekawie zauważył jeden krytyk, do filmów pokroju wybitnego Point Black niż typowych neo noirów, które zalewały ekrany ostatnimi dekadami. Racja, nikt nie rozmawia w taki sposób jak tutaj, ale potęguje to niejednoznaczność samej historii - trzeba bardzo uważnie słuchać rozmów i śledzić akcję (tym bardziej, że wiele się dzieje poza ekranem), by wywnioskować co z czego wynika. I wcale nie możemy być pewni, czy wszystkie puzzle zostały ułożone. Mój ulubiony aktor, Michael Fassbender jest tutaj zaskakująco pasywny, ale efektywnie dopełnia zabawnie kiczowate postacie grane przez Diaz i Bardema. Bo własnie w takiej sztuce kontrastu obraca się Cormac - obfite dialogi przerywane są od czasu do czasu ostrymi wytryskami przemocy. Filozoficzny neo noir? Czemu nie. Jeżeli jest to porażka, to życzyłbym sobie takich więcej. 




Do maniaków Miike nigdy nie należałem, ale przez lata nauczyłem się doceniać jego pokręcone na maksa poczucie humoru i wywracanie do góry nogami różnych odmian kina gatunkowego, stąd czekałem aż w końcu nakręci film, który scali oba te elementy z historią symultanicznie lunatyczną, nieprzewidywalną, ale dobrze przemyślaną narracyjnie. I w końcu to zrobił tutaj. Nawet gdy narracja skręca w obowiązkowe dziwactwa, nie traci nic ze swojej przejrzystości. Co więcej, takie Battle Royale (nie należące do grzecznych przecież) to przy tym raczej gra wstępna (niezamierzona aluzja), bowiem trzeci akt Lekcji zła podnosi poziom przemocy o dwie skale w górę. Perwersyjna czarna komedia i slasher w jednym, czyli pierwsze pełnoprawne arcydzieło Miikego. 



08. Jagten

Temat pedofilii to konik Vinterberga - w znakomitym Festen rozsadzał nerwy swoją surową, Bergmanowsko-Dryerowską wiwisekcją rodziny zniszczonej przez patriarchę rodziny. W niemniej wybitnym Polowaniu nie znajdziemy już nic z ascetyzmu Dogmy 95, ale trzęsiemy się z nerwów tak samo intensywnie. Rzadko kiedy kino przedstawia tak przekonująco mechanizm kozła ofiarnego - tym bardziej, gdy funkcjonuje on w małym i raczej zamkniętym społeczeństwie. Można powiedzieć, że jest to manipulacja godna Hanekego i Triera. Mads Mikkelsen po raz kolejny udowadnia, że należy do absolutnej czołówki obecnie grających aktorów. 




Powiększenie-Rozmowa-Wybuch-Berberian Sound Studio + Giallo = niepokojący i hipnotyczny, audiowizualny odlot.





Potężne sensoryczne doznanie. Upstream Color to film o nie tylko poplątanym rodowodzie gatunkowym (s-f, obyczajówka, thriller), ale także rzecz dumnie korzystająca z usług narracyjnej abstrakcji. W porównaniu z genialnym Wynalazkiem, wydaje się ociupinkę mniej angażujący fabularnie (co zapewne było założeniem), ale z kolei mocniej oddziałuje na emocje. Obraz tak eliptyczny i zarazem tak intymny to prawdziwy unikat. Shane Carruth przemawia własnym językiem filmowym - z jednej strony bardzo wymagającym, ale z drugiej zupełnie oryginalnym. 



Nie ma tu może tyle inwencji, zaskoczeń i żartów, co w Bękartach wojny, ale to wciąż piękny pokaz kinofilskiej wyobraźni QT. Rozmach Django (tylko nudziarze w 2013 roku bawią się w rozmontowywanie z jakich to cytatów spaghetti westernowych składa się kolejny film reżysera) każe myśleć o nim jako czymś wyjętym z wehikuł czasu, czymś co mogłoby wyjść w triumfalnych dniach Nowego Hollywood, obok Scorsese, Malicka, De Palmy czy Altmana. A popkulturowe potraktowanie niewolnictwa to kolejny złoty strzał reżysera, bo jeżeli potrafi zamienić coś tak okropnego w czysty i nieskrępowany fun z przymrużeniem oka, to znaczy, że jest naprawdę dobry. Ale to wiadomo nie od dziś. 



04. Gravity

Cuaron najpierw podbił ziemię (Children of Men), teraz kosmos. Temat wyczerpany tutaj




Z prawdziwej historii, nieważne na ile trzymającej się wszystkich faktów, Bigelow skonstruowała piorunujący thriller. I wzorcowo zakończyła. Film przywodzi na myśl arcydzieło kina amerykańskiego z tego wieku - Zodiaka Davida Finchera, bowiem jest podobnie zimnym, pieczołowicie rozwijanym studium obsesji jednostki na tle histerycznych czasów. Jakim cudem Jessica Chastain nie dostała Oskara za swoją rolę to do tej pory nie mogę pojąć. 




Ulubiona trylogia sfinalizowana w wielkim stylu



01. Du zhan

Gościa chyba nie sposób ogarnąć, ale gdyby ograniczyć się tylko do jednego dzieła z jego przepastnej filmografii, to nie można lepiej wybrać niż to opus magnum. Kartel bez zbędnych postmodernistycznych tricków wykorzystuje całą masę tropów i schematów kina akcji, zmieniając stare i wysłużone fortele w pomysły zupełnie świeże. Prowadząc film w zabójczym tempie i okraszając go wieloma zwrotami akcji, To nigdy nie traci z oka narracyjnej klarowności, bowiem doskonale zna prawidła swojego fachu. A finał to absolutna miazga - w moim personalnym rankingu jest obok Gorączki Manna i Dzikiej Bandy Peckinpaha najwybitniejszą sekwencją strzelaniny w historii kina. 



Najlepsze role pierwszoplanowe:

01. Adele Exarchopoulos (La vie d'Adele)
02. Jessica Chastain (Zero Dark Thirty)
03. Tom Hanks (Captain Phillips)
04. Simon Pegg (The World's End)
05. Mads Mikkelsen (Jagten)


Najlepsze role drugoplanowe:

01. Matthew McConaughey (Mud)
02. James Franco (Spring Breakers)
03. Daniel Bruhl (Rush)
04. Leonardo DiCaprio (Django)
05. Léa Seydoux (La vie d'Adele)


Komentarze

  1. 'Safe Haven' ? 'The Conjuring' ?! Zrozumiałbym gdyby te filmy wyróżniła jakaś nastoletnia fanka '3 metrów nad niebem', ale Ty? Dziwię się, że po przetrawieniu tak dużego materiału filmowego takie tytułu dalej robią na Tobie wrażenie.
    Django- Srango. Dobre do max 50 minuty, później już przewidywalne jak większość dzisiejszej hollywoodzkiej papki. Komercja. Komercja. A mówiłem już, że... komercja ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe a czemu jesteś anonimowy? No i skąd te prowokacje? Skąd ta agresja? :D Mi komercja nie przeszkadza - właściwie wolę ją (dobrze zrobioną) od nudnej, przewidywalnej papki arthousowej, którą przetrawiłem już na wszystkie strony ;) Niech żyje Hollywood!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem anonimowy dlatego żebyś w odpowiedzi na mój post kierował się jego rzeczywistą treścią, a nie osobistymi sympatiami/antypatiami. Zarzuciłem Ci, że za dużo u Ciebie komercji, ale skoro Ty wcale się tego nie wypierasz, a wręcz do tego przyznajesz to dalsza dyskusja nie ma sensu:) Twój ranking, Twój wybór, a ja skrytykowałem go z takiego powodu, że absolutnie nie jestem fanem filmów robionych dla mas, pod publiczkę.
    Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiste sympatie/antypatie nie maja tu nic do rzeczy. Dla mnie argument, że coś jest robione dla mas/pod publiczkę jest tak komiczny, że szok. Az tak elitarnie się czujesz? Zresztą pisząc tak potwierdzasz jedynie, że nic merytorycznego nie masz do dodania, więc nie wiem jaką rzeczywistą treścią ja mam się kierować? Lol Co za happy troll :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie lubię Anonimowy (jak anonimowych donosów :)

    Lista? Świetna. Napiszę tak. Jeżeli widziałbym wszystko to ułożyłbym podobną :). Do nadrobienia koniecznie :

    Aku no Kyoten
    Berberian Sound Studio

    "The World's End" - Komedia roku wg. punktacji Metacritic. Dla mnie akurat średnia. Może miałem kiepski dzień.

    "Zero Dark Thirty" - oj tak. Daje po pysku. "Polowanie", bardzo, bardzo niepokojące.
    Matthew McConaughey w Mud wymiata. Dzięki Franco, Spring Breakers dużo zyskał. Tak film byłby po prostu przeciętny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Drug War = killa! Ja akurat nie jestem fanem strzelanin a la Johnnie To, chociaż tu jest zdecydowanie lepiej niż do tej pory. Ale jeszcze powinien trochę nad tym popracowac, bo lepsze jest wrogiem dobrego ( zwłaszcza przy scenach strzelanin :))
    Dla mnie taką idealną sceną końcowej rozpierduchy, co to mi się śni po nocach, jest finał z ,,The Flaming Brothers'' Joe Cheunga HK 87' , no i ,, Il Grande Racket' Castellariego, z obejrzanych w tym roku.
    Dwie pierwsze pozycje u mnie też się tak rankują. ,, Berberian...'' bym na trzecim postawił, za oryginalnosc, bo to coraz rzadsza sprawa się robi. No i ,, The World's End'' dodatkowo ma pierwsze miejsce w kategorii martial arts, bez kitu :)
    ,,Drug War'' to chyba najlepszy film sensacyjny dekady, nie przychodzi mi nic do głowy, co by go mogło z tej pozycji wykosic. Patent goni patent.
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  7. Patryk - to świetnie, że się zgadzamy. Filmy, jakie chcesz nadrobić powinny Ci się spodobać. Owszem Franco wybija Spring wyżej, ale sam w sobie mógłby się obronić. Jednak wiele by stracił bez niego. Ale tamten rok to nic w porównaniu z tym, gdybym miał się trzymać premier pol i tego co czeka nas. Więc jest super.

    Simply - Dwóch filmów co podajesz nie widziałem, więc zanotuję w pamięci. Drug War jest absolutną czołówką dekady w kinie akcji, choć osobiście stawiam wyżej np. Drive Refna. Berberian w cholerę oryginalne, choć końcówka trochę już za bardzo zamotana jak na mój gust. World's End wiadomo :) O sekwencjach walk trochę pisałem w recenzji - nie sposób tego nie docenić.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ulubione horrory z lat 2000-2009

Dawno nie robiłem żadnej listy, więc dla odmiany wrzucam krótką z umiłowanymi horrorami z poprzedniej dekady. Nie był to okres szczególnie udany dla tego gatunku, więc niestety wyboru sporego nie miałem (albo nie dotarłem do skrytych perełek). Wyjaśnia to np. obecność na mojej liście filmu rodzaju "The Host", w połowie dramatu, w połowie horroru. Z tą klasyfikacją gatunkową to nie była taka prosta sprawa, ale gdy zestawiłem go z "Taxidermią" czy "Głodem miłości", dziełami również kategoryzowanymi jako horrory, wydał mi się zdecydowanie bardziej trafnym wyborem.


The Host: Potwór, reż. Bong Joon-ho, rok 2006 Jak wyjaśniałem pokrótce we wstępie, jeden z paru filmów na liście, który nie jest czysty gatunkowo. Reżyser pomysłowo przemiela nurt Monster Movie przez społeczno-rodzinny dramat, wstrząsająco obrazując widzowi, że to własny rząd wydaje się bardziej przerażający niż ogromna, zmutowana ryba. Tak oryginalne, wciągające, a nawet niekiedy przejmujące …

Filmy roku 2016

10.  Rycerz Pucharów (Knight of Cups), reż. Terrence Malick

Malick kręci już tylko hermetyczne poematy o zadęciu symfonicznym, ale tutaj nawet Hollywoodzka apatia potrafi zahipnotyzować. Wszystko dzięki niewidzialnemu montażowi. 

09.  Zaproszenie (The Invitation), reż. Karyn Kusama

Niezła zabawa z oczekiwaniami widza: to tylko kolejna niezręczna kolacja czy coś zupełnie innego? Choć bez zaskoczeń, to jednak umiejętne wykorzystanie lokacji jako ziemi obiecanej dla... Bez spoilerów. 

08. Hush, reż. Mike Flanagan

Home Invasion w soczystej postaci. Mniej ironiczne i zabawne od "Następny jesteś ty", ale bardziej kinetyczne i surowe. Przez co odrobinkę lepsze. 

07. Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński

Aktorstwo jest znakomite (poza szarżującym Ogrodnikiem), ale zadziwia dojrzałość reżysera debiutanta. Wszystko jest tu duszne, przepełnione mrokiem i depresją. Świata zewnętrznego niemal nie widzimy - tylko cztery ściany i ludzkie dramaty. 

06. Syn Szawła (Saul fia), reż. Laszlo Nem…

Rodzina Soprano - popkulturowy majstersztyk

Fascynacja mafią/przestępczością zorganizowaną od niemalże pół wieku jest mocno zakorzeniona w świadomości kulturowej. Dzieje się to za sprawą głośnych filmów gangsterskich, tak często cytowanych w przeróżnych formach medialnych, żeby nie wymieniać tych najważniejszych: dwóch pierwszych części Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli, Chłopców z ferajny Martina Scorsese, Człowieka z blizną Briana De Palmy czy Dawno temu w Ameryce Sergio Leone. Gatunek filmów gangsterskich jest bez wątpienia niepodzielną własnością Amerykanów, choć pojawiają się wybitne wyjątki w postaci arcydzieł francuskiego reżysera Jean-Pierre'a Melville'a (Samuraj, W kręgu zła). O ile wpływ wczesnych filmów rodzaju Małego Cezara Mervyna Leroya, Wroga publicznego Williama Wellmana i oryginalnego Człowieka z blizną Howarda Hawksa na późniejsze arcydzieła gatunku jest niepodważalny, to jednak dopiero adaptacja powieści Mario Puzo dokonała znaczącej transformacji w sposobie portretowania mafii/gangsterów. Jak …