
Patrząc tylko na okładkę najnowszej oferty solowego projektu Bradforda Coxa, można by wywnioskować, że zamiast niego widzimy Nicka Cave'a. Do tego ten staroświecki mikrofon, jakby stwarzający iluzję, że nie jest to płyta z muzyką alternatywną, lecz nowa propozycja jakiegoś pieśniarza. Pomysł przedni, muszę przyznać. Każda z poprzednich płyt, czy to pod tym szyldem, czy z bardziej znanym Deerhunterem, zawierała wyjątkowo specyficzną, psychodeliczno-anemiczną aurę, odzwierciedlającą aparycję i fizjonomię Coxa. Jego letargiczny śpiew, balansujący na pograniczu katatonii i somnambulizmu był dobrym partnerem dla narkotycznych eksploracji dźwiękowych, ale tylko huraoptymiści i fanatycy mogliby uznać Bradforda za wokalistę i melodyka wielkiego formatu. Jako melodyk jest skąpy - co najwyżej rozwija szczątkowe odcinki melodyczne na kilku akordowych konstrukcjach. Z Atlas Sound, bardziej niż w Deerhunterze, tka relaksacyjny, ambientowy kokon, z którego nie rezygnuje do końca i na "Parallax", ale teraz jednak bliżej mu do czegoś w rodzaju ambient popowego croonerstwa. Jakkolwiek to dziwnie brzmi, to w pewnej mierze się sprawdza obraz okładki. Cox jest jak na siebie bardzo "aktywny" wokalnie, wysunięty na pierwszy plan, a nie jak zazwyczaj zagubiony gdzieś w gąszczu pogłosów czy ech. Najlepsze na płycie, rozmarzone "Te Amo" czy zabójczo chwytliwe "Mona Lisa" stanowią najdokładniejszą wizytówkę tego kierunku. Cox oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie umieścił na płycie jakiś instrumentalnych odlotów w transowo-psychodeliczne krainy, co czynią dwie ostatnie pozycje w indeksie, "Quark Park Part I & II". Wypada to średnio, ale może następnym razem muzyk wykaże więcej konsekwencji.
Ciekawiło mnie kiedy facet wyrwie się w końcu trochę ze swojego constansu, przestanie ładnie przynudzać, i zagra coś, co utrwali się w pamięci na dłużej, sięgnie poziomu jego najwybitniejszego dzieła - "Microcastle" z 2008 roku. Bo szczerze mówiąc, choć lubię "Logos" i "Let the Blind Lead Those Who Can See but Cannot Feel", to nic kompletnie z nich nie pamiętam. Z ostatniej płyty Deerhunter "Halcyon Digest, też przecież udanej, kojarzę jedynie rewelacyjne "Desire Lines". A po pierwszym odsłuchu "Parallaxa", już dwa utwory szybko zagnieździły się w mojej głowie. Jest progres.
♫♫♫½
Highlight: Te Amo
Ciekawiło mnie kiedy facet wyrwie się w końcu trochę ze swojego constansu, przestanie ładnie przynudzać, i zagra coś, co utrwali się w pamięci na dłużej, sięgnie poziomu jego najwybitniejszego dzieła - "Microcastle" z 2008 roku. Bo szczerze mówiąc, choć lubię "Logos" i "Let the Blind Lead Those Who Can See but Cannot Feel", to nic kompletnie z nich nie pamiętam. Z ostatniej płyty Deerhunter "Halcyon Digest, też przecież udanej, kojarzę jedynie rewelacyjne "Desire Lines". A po pierwszym odsłuchu "Parallaxa", już dwa utwory szybko zagnieździły się w mojej głowie. Jest progres.
♫♫♫½
Highlight: Te Amo
Komentarze
Prześlij komentarz